Zakopane — portal z-ne.pl

Zakorkowany pat na zakopiance

02.02.2008

Zakorkowany pat na zakopiance

Proszę przypomnieć, kiedy miał być oddany do użytku odcinek zakopianki między Myślenicami a Lubniem?

Kontrakt wyznaczał ten termin na grudzień 2006 roku. Ale data ostateczna nie jest określona, bo sprawa jest w arbitrażu i tam ma zapaść decyzja co tego terminu.

Ale teoretycznie od 13 miesięcy powinniśmy jeździć tym odcinkiem, a nie jeździmy. Rozumiem, że wykonawcę, firmę Mota Engil, naliczone przez was kary umowne zjadły.

Wykonawca już zapłacił ponad 7 milionów złotych kar. Czy będzie ich więcej, zdecyduje też sąd arbitrażowy, bo wskaże termin, do którego można je naliczać. Ale już zapłacone kary są dotkliwe, bo zysk na takich budowach to 3-5 proc. wartości kontraktu. Podejrzewam, że wykonawca do tej roboty musi dopłacać, choćby dlatego, że umowę podpisaliśmy w cenach sprzed czterech lat, a więc dużo niższych niż dziś.

Jak długo jeszcze będziemy tamtędy jeździć w korkach i przez kilka kilometrów patrzeć na drugą jezdnię gotową, a jednak zamkniętą?

Mogliśmy ten odcinek otworzyć 2-3 miesiące temu, bo to, co zostało do zrobienia, można skończyć w kilka dni. Jednak właściciele restauracji i hurtowni położonych przy drodze między Myślenicami a Stróżą blokują roboty. Chodzi o kilkanaście metrów ekranów akustycznych i barier drogowych oraz 80 m drogi, która ma przejąć od zakopianki ruch lokalny. Ostatnio sąd uznał, że nie jest to na tyle naganne, żeby tych ludzi ukarać.

I nie potraficie się dogadać z dwiema osobami?

Oni żądają, żeby do ich firm można było zjechać wprost z drogi ekspresowej. Obowiązujące prawo nie zezwala na taką możliwość. Chcą też idących w setki tysięcy złotych odszkodowań, choć zapłaciliśmy już dawno po wolnorynkowych cenach za każdy kupiony od nich metr ziemi i krzak. Wykonawca zwracał się o pomoc do policji. Też bez skutku. Od wspomnianego wyroku będziemy się oczywiście odwoływać. Ten pat to jednak efekt działania polskiego prawa. Mam wrażenie, że jego stan jest dużo gorszy niż polskich dróg, bo podobnych przykładów jest więcej. Od dłuższego czasu nie możemy dostać pozwolenia na budowę drogi łączącej obwodnicę Krakowa z drogą na Olkusz i na rondo w Rabce, bo między urzędem wojewódzkim a starostwami powiatowymi trwa spór kompetencyjny o to, kto mate dokumenty wydać. A przetarg na przebudowę obwodnicy Krakowa między Balicami a Opatkowicami trwał 18 miesięcy.

I wygrała znana z zakopianki Mota Engil. Nie ma Pan duszy na ramieniu, powierzając firmie, która zawiodła, kontrakt na kolejne 150 milionów złotych?

Gdyby to ode mnie zależało, starałbym się uniknąć tej sytuacji, ale nie mieliśmy wyjścia. Z przetargu firmę można wykluczyć dopiero po prawomocnym orzeczeniu sądowym stwierdzającym, że nie wywiązała się z umowy we wcześniejszym przetargu. Dopóki takiego wyroku nie ma, musimy takie firmy tolerować w kolejnych przetargach. Na obwodnicy Mota wywiązuje się z terminów prawie tak jak trzeba.

Prawie czyni różnicę…

Niewielkie opóźnienia wzięły się z tego, że gmina Kraków zażądała od wykonawcy przebudowy, kosztem 7 milionów złotych, miejskich dróg, którymi miał być przepuszczony ruch na czas remontu przeprawy przez Wisłę. Takich wydatków ani my, ani wykonawca nie przewidywaliśmy, więc nie można obwodnicy nocami zamykać i remont drogi się wydłuża.

Autostradę do Tarnowa budujecie przez pola. Może więc tam niema takich problemów?

Odcinek od Krakowa do Szarowa powinien być zakończony w kwietniu przyszłego roku i nie ma sygnałów, by ten termin był zagrożony. Gorzej z drugim odcinkiem, do węzła Krzyż koło Tarnowa. W październiku 2006 r. złożyliśmy wniosek o decyzję środowiskową dla niego. Wojewoda do dziś jej nie wydał, bo nie otrzymał opinii ministra środowiska. Po interwencjach ostatnio sprawa drgnęła. Trudno mi zrozumieć, że kolejne rządy uchwalają programy budowy autostrad, a urzędy ich nie realizują.

Ile czasu już straciliśmy?

15 miesięcy. Ale po uzyskaniu decyzji środowiskowej musimy jeszcze uzyskać decyzję lokalizacyjną, bo poprzednia po 7 latach postępowania sądowego została uchylona tylko dlatego, że w materiałach nie została wpisana jedna z kilku tysięcy działek. Musimy więc wystąpić o nią ponownie, potem o pozwolenie na budowę i można ogłaszać przetarg.

To kiedy do Tarnowa dojedziemy autostradą?

Zakładam optymistycznie, że wszyscy teraz zewrą szyki i na koniec tego roku pozwolenie na budowę będzie gotowe.

Skąd ten optymizm?

Wierzę w ludzi i ich dobrą wolę.

Gratuluję. Wróćmy do zakopianki. Czy poddał się Pan wobec protestów przeciwko budowie jej podhalańskiej części?

Nie. Zatrzymaliśmy tylko prace nad projektem odcinka pomiędzy Białym Dunajcem a Zakopanem. Rok temu na spotkaniu wojewody, marszałka i przedstawicieli naszej dyrekcji ustalono, że aby dobrze tę drogę zaplanować, trzeba wiedzieć, jak Podhale ma wyglądać za 25 lat. Ile będzie miejsc noclegowych, ilu turystów może przyjeżdżać itd. Marszałek podjął się stworzenia takiego opracowania. Dwa lata temu między Poroninem a Zakopanem średnio na dobę przejeżdżało 15 tysięcy pojazdów. Teraz jest ich już 16 tysięcy. Gdyby ta droga nadal była jednojezdniowa, umożliwiała zjazd i wjazd z każdej posesji, to już takiego ruchu nie jest w stanie sprawnie przyjąć, a co dopiero większy. Trzeba więc zakopiankę poszerzyć do dwóch jezdni lub samorząd powinien rozbudować sieć dróg lokalnych, albo trzeba przyjąć jeszcze inne rozwiązanie. Zwłaszcza, że propozycja budowy obwodnicy Dzianisza czy Zakopanego już wywołała bunty na Podhalu. Uważam, że zakopianka między Nowym Targiem a Zakopanem powinna podlegać samorządowi.

I mówi Pan, że się nie poddaliście?

Ustawa o drogach jasno mówi, które z nich mogą być uznane za krajowe. Zakopianka na Podhalu tych kryteriów nie spełnia. Zresztą do Krynicy wiodą tylko drogi wojewódzkie. Spośród kurortów nadmorskich droga krajowa dociera tylko do Kołobrzegu.

A może nie potraficie dogadać się z góralami? Na naszych łamach krytykował was za to ostatnio burmistrz Zakopanego.

W 2005 roku prowadziliśmy na Podhalu konsultacje. Wzięło w nich udział kilkuset właścicieli nieruchomości, z wszystkimi rozmawialiśmy. Tylko kilku miało zastrzeżenia. Więc słowa burmistrza mnie dziwią, ale rozumiem, że musi się liczyć z ludźmi, którzy go wybrali. Teraz w komitetach protestacyjnych jest kilkanaście osób. Olbrzymia większość, której potrzebna jest nowa droga, milczy. Protestujący mogą mówić w mediach, co im się podoba, ale my musimy kierować się prawem i trzymać się dokumentów.

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/02/02