Karnawał Góralski w Bukowinie za nami
04.02.2008
Wyjątkowo bogaty był weekend – w sobotę uczestnicy karnawału spotkali się przy góralskiej watrze, a wczoraj na Kumoterskiej Gońbie. I choć karnawał dopiero za nami, to już bukowianie zapraszają na kolejne szaleństwa za rok, a wcześniej – na sierpniowe Sabałowe Bajania.
Brazylia ma swój karnawał w Rio de Janeiro, ma też Polska swój własny – w Bukowinie Tatrzańskiej.
Od środy na scenie Domu Ludowego prezentowały się w konkursach grupy kolędnicze, pary taneczne i zbójnicy z całej Polski. A wszystko przy czynnym udziale ceprów, którzy specjalnie zjechali na ten karnawał. Warto było, bo takich zbójów jak w Bukowinie nie ma nigdzie, a nigdzie też tak nie siedzi się przy watrze...
– Nie smucimy się, że karnawał za nami – zapewnia Zygmunt Kuchta, dyrektor Bukowiańskiego Centrum Kultury. – Kolejne przecież przed nami, w tym między innymi te jubileuszowe, czyli czterdzieste i pięćdziesiąte. A w tym roku na zawody plenerowe pogoda udała się nam znakomicie – słońce, lekki mróz i sporo śniegu. A i tor do zawodów na kumoterkach najlepszy na całym świecie. Bawimy się, bo przecież za kilka dni środa popielcowa i wszyscy posypiemy głowę popiołem.
Ale wczoraj jeszcze górale o posypaniu głów popiołem nie myśleli. Wczoraj były emocje, piękne konie i wyścigi... Kumoterska Gońba kończyła tegoroczny karnawał w Bukowinie. Jak tradycja każe, w kumoterkach sankami powozi gazda, a kumoszka, czyli baba, balansowaniem ciała utrzymuje równowagę sanek. Ale bywa już i tak, że role się zamieniają.
– Mój koń to ogier i słucha baby – śmieje się pani Ania startująca w zawodach. – Ja powożę i to narazie się sprawdza. A chłop się mnie słucha, bo musi. A ja jestem niebojąca się i jadę, ile fabryka dała...
A choć konkurencje są niebezpieczne, to każdy z zawodników podkreślał, że strachu nie ma. Wszystko przez miłość, jaką górale darzą konie.
W niedzielę oprócz góralskich sanek z gazdą i kumoszką odbyły się również wyścigi w innych konkurencjach, jak w skiringu i ski skiringu. Zawodom, a wcześniej przesłuchaniom konkursowym, przyglądały się setki turystów, którzy jak zapewniali, z żalem będą wyjeżdżać spod Tatr.
– Jesteśmy tu już piąty raz – mówi Kajetan Kanclerz z Ostrowa Wielkopolskiego. – I za każdym razem wyjeżdżamy oczarowani. Przede wszystkim folklorem, który tutaj jest prawdziwy, a nie taki, jak w telewizji. Spotykamy się z ludźmi, rozmawiamy i sami tańczymy przy tych nutach. To wszystko powoduje, że niema dla nas piękniejszego miejsca niż Tatry i Bukowina Tatrzańska.
Kto nie był, niech żałuje! Trudno się dziwić fascynacji turystów, skoro folklor prezentowany w przesłuchaniach konkursowych na bukowiańskiej scenie jest najlepszego gatunku. Zespoły bowiem, chcące wystąpić pod Tatrami, muszą wcześniej przejść gęste sito eliminacji. Bo chętnych jest co roku tak wielu, że jurorzy nie byliby w stanie wszystkich przesłuchać. Ale tym bardziej potem nagroda zdobyta w Bukowinie Tatrzańskiej jest ceniona...
Przemysław Bolechowski
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/02/04

