Ministrze, pamiętaj o owczarzach
06.02.2008
Od kilku miesięcy problemem spędzającym sen z powiek rolników jest rozporządzenie Ministra Rolnictwa w sprawie wymagań weterynaryjnych dotyczących przerobu mięsa na użytek własny. Według przepisów obowiązkiem hodowcy, który ubija zwierzę, jest odpowiednie zagospodarowanie odpadów poubojowych we własnym zakresie i na własny koszt. Rolnik, czy hodowca musi zgłosić je do odpowiedniego zakładu utylizacyjnego.
Problem jest o tyle ważki, że tego typu zakładów w tym terenie nie ma.
W ostatnich dniach delegacja rolników z Podhala, wśród których znaleźli się przedstawiciele Regionalnego Związku Hodowców Owiec i Kóz w Nowym Targu spotkała się z Markiem Sawickim, ministrem rolnictwa.
– Jeśli ktoś zabije dajmy na to owce, to przecież wnętrzności jest kilogram, czy dwa – mówi Jan Janczy, dyrektor RZHOiK. – Trzeba ten problem rozwiązać, bo firma która zajmuje sie utylizacją na pewno po to nie przyjedzie bo jest tego śmieszne mało.
Jak obiecał minister Sawicki trwają już prace nad specjalnymi spalarniami, które rozwiążą problem . Mieściłyby się one w gminach, gdzie jest dużo gospodarstw rolnych i gdzie gospodarze często nie mają co zrobić z pozostałościami po uboju. Minister Sawicki obiecał, że uruchomi prawników, żeby porównali nasze rozporządzenia z dyrektywami Unii Europejskiej. Jak twierdzi bowiem dyrektor Janczy, często jest tak, że polskie przepisy weterynaryjne są o wiele bardziej rygorystyczne niż te obowiązujące w innych unijnych krajach.
Józef Słowik
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/02/06
