Jak to z góralami jest
08.02.2008
„Żeby góralem być, być, być. Trzeba wesołym być, być, być”. Górale radzi śpiewają. A śpiewają ludzie ślebodni, czyli wolni. Serce radowało górali, kiedy po raz pierwszy odwiedził ich pod Giewontem Ojciec Święty Jan Paweł II. Proponowali Tatrom, coby się odsłoniły, bo się zawstydziły. Bo jak się nie odsłonią, same na tym stracą. Do górali Ojciec Święty mówił: witam wszystkich, ale witam tych, co się dziś na górali „nazdali”. Nazdać – to jest poniekąd głębokie słowo ewangeliczne, tzn. spostrzec się, gdzie się jest, po co się jest, z kim się jest, i wiedzieć, jak się zachować. Ojciec Święty był bardzo wzruszony hołdem górali wypowiedzianym ustami Adama Bachledy–Curusia, które odbiły się echem po Polsce i świecie. To był gest szacunku dla Ojca Świętego.
Na górali zwrócił też uwagę ks. prof. Józef Tischner w książce „Historia filozofii po góralsku”. Trzeba było nie lada inteligencji, mądrości, żeby „z polskiego na nasze” przełożyć trudne filozoficzne sprawy. Okazało się, że ks. profesor miał filozofię w jednym palcu – znajdując wśród współczesnych ludzi (górali) z różnych stron cechy odpowiadające greckim filozofom. Nazwał ich „mędrolami” (przyp. red. – mędrole co roku spotykają się przy góralskiej watrze w bacówce Na Grapie w Jaworkach).
Ks. profesor Józef Tischner często mówił: czego się nie da gwarą opowiedzieć, to wszystko cygaństwo. Nie tylko w gwarze góralskiej. Ale każdego innego regionu, kaszubskiej, śląskiej, jaka by nie była. I, tak jak mówi na spotkaniach z góralami prezes Jan Hamerski: na łące polskiej kultury, naszej polanie, rosną różne kwiatki, ale wszystkie razem tworzą piękny bukiet.
I może takim wyrazistym bukietem są górale. Choć oni sami między sobą się różnią, to dają przykład na prawdziwość słów poety Cypriana Kamila Norwida, który pisał: „żebyśmy się umieli pięknie różnić”. To jest coś wspaniałego, umieć się pięknie różnić.
Choć my, górale, różnimy się nieco ubraniem, gwarą i zdobnictwem, to nic nikomu nie „wadzi”, jeden drugim się zachwyca. Patrząc na inność, samemu jeszcze bardziej się własne podoba. To nie szowinizm, ale poczucie dumy, ze my to my i nazywa się do nos.
Górale gotowi powiedzieć innym narodom za dawnym poetą: „Niechaj narody wżdy postronne znają, że Polacy nie gęsi i swój język mają”.
Górale by powiedzieli, że to nie my do Europy, a Europa przyszła do nas. A już na pewno do Związku Podhalan, bo ona wie, że umiemy się pięknie różnić. U nas nie ma żadnej potrzeby o cokolwiek walczyć, tak jak żeśmy słyszeli poniekąd w propagandzie – że wchodzimy do Europy, to ten wywalczył to, a inny tamto.
Wiem też, że góral nigdy nie płacze..., bo to nie po góralsku i niehonorowo. Płakać i biadolić to nie w ich stylu. Trzeba się dostosować do warunków przyrody – i wiatru, i deszczu. Przecież nie na darmo mówimy i śpiewamy: „Dyscyk mnie wykompoł, wykołysoł wiater”.
WYSŁUCHAŁ STANISŁAW ZACHWIEJA
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/02/08
