Jagnięta z Podhala pojechały do Włoch
10.03.2008
Skup trwał już od 6.00 rano, zwierzęta przywożono na wozach ciągniętych przez konie, traktorami, dużymi ciężarówkami.
– No, nie ma problemów ze sprzedażą – cieszy się Władysław Kubiński, który przywiózł 30 owieczek.
Gazdowie, oczekując na przyjęcie ich zwierząt, długo narzekali, że przez kilkanaście lat nie zauważono upadku polskiego owczarstwa. Obecnie na Podhalu hoduje się 50 tys. owiec, kiedyś było to prawie trzy razy więcej.
W specjalnej bazie w Leśnicy udało się skupić kilkaset sztuk młodych owiec. Ważono je w pojemniku i od razu nadawano klasę jakości, większość zakwalifikowano do pierwszej, najlepszej. Takie dwumiesięczne jagnięta ważą od 9 do 14 kg. Ogląda je weterynarz, z kolczyków na uszach odczytuje, jaki baca prowadzi hodowlę, po czym zwierzęta ładuje się na TIR-a, który mieści nawet tysiąc zwierząt.
Transport po 20 godzinach jazdy dociera do Włoch, tam jagnięta się zabija w ubojni, porcjuje i rozwozi do sklepów. Włosi przepadają za jagnięciną i zajadają się nią podczas Świąt Wielkanocnych. Co roku na włoskie stoły trafia prawie 30 tys. jagniąt z Podhala.
– Myślałem, że skoro Wielkanoc jest w tym roku wcześnie, jagniętom nie uda się zdobyć odpowiedniej wagi, ale widać nie spełniła się czarna wizja, że zwierzęta będą małe i mizerne – mówi baca Kazimierz Furczoń, prowadzący skup w Leśnicy.
Józef Słowik
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/03/10

