Miasto poza szlakiem
12.03.2008
– Owszem, zdajemy sobie sprawę, że obwodnica dla Nowego Targu jest niezwykle ważna. Ale niekoniecznie jest to korzystne dla naszego miasta – twierdzi Janusz Majcher, burmistrz Zakopanego. – Wskazuje to, jak rozłoży się ruch drogowy w naszym regionie.
Jak wyjaśnia burmistrz, jeden kierunek zjazdu z obwodnicy poprowadzi do Białki Tatrzańskiej, gdzie jest szereg wyciągów, a stąd do przejścia na Słowację, gdzie też stacji narciarskich nie brakuje. Drugi kierunek zjazdu wiedzie na Czarny Dunajec, Jabłonkę i dalej na Orawę i Słowację z jej licznymi basenami geotermalnymi.
– Obawiamy się, że przy takim rozłożeniu ruchu turyści niekoniecznie mogą trafić do Zakopanego – martwi się też wiceburmistrz Wojciech Solik. – Moim zdaniem jest to dla rozwoju naszego miasta poważne zagrożenie, którego należy się obawiać.
A niepokoje zakopiańskich władz są tym bardziej uzasadnione, gdy porówna się dynamiczny rozwój, jaki w ostatnich kilku latach przeżywają przygraniczne miejscowości na Słowacji. Pisaliśmy już wielokrotnie o powstających tam jak grzyby po deszczu dużych kompleksach basenów geotermalnych, o wielu inwestycjach narciarskich i związanej z nimi infrastrukturze, nowoczesnej i atrakcyjnej dla turystów.
Jednak nie tylko Słowacji Zakopane powinno się bać.
Białka Tatrzańska jako ośrodek narciarski już teraz zimą przyciąga znacznie więcej narciarzy niż miasto pod Giewontem. A w ślad za Białką ruszyły też sąsiadujące z nią miejscowości, np. Bukowina Tatrzańska, Jurgów, Czarna Góra.
– Nie sądzę, aby obwodnica w Nowym Targu i związane z nią takie rozłożenie ruchu drogowego stanowiło dla naszego Zakopanego zagrożenie – uważa z kolei Agata Wojtowicz, dyrektor zakopiańskiego Biura Podróży Orbis. – Ale na pewno jest nad czym się zastanawiać, co z tym zrobić. Może na środku, między tymi zjazdami ustawić wielki billboard z napisem „na wprost do Zakopanego”? W każdym razie władze naszego miasta powinny coś robić, a nie tylko biadolić, że ruch nas ominie!
Jednak, jak podkreśla dyrektor Wojtowicz, nie ma co demonizować sprawy obwodnicy w Nowym Targu i potencjalnego w związku z tym zagrożenia dla Zakopanego.
– Byłam w Jurgowie, rzeczywiście, jest super, bo we wsi pojawił się wyciąg i chwali się to, ale nic więcej tam nie ma! – wyjaśnia Wojtowicz. – A Polak nie jest już pietruszka! Turysta polski jest coraz bardziej obeznany w świecie, ma coraz większe wymagania, gdy płaci. Same narty mu nie wystarczą.
Zakopane, jak mówią jego mieszkańcy, cały czas ma przewagę zarówno nad swoimi sąsiadami, jak i nad Słowakami. Tu się przyjeżdża nie tylko na narty, ale by pobyć właśnie w Zakopanem, kultowym już miejscu na mapie Polski. Tak było od lat, ale to nie znaczy, niestety, że i w przyszłości kult przetrwa. – Mamy obecnie wielu klientów, którzy śpią w Zakopanem, ale jeżdżą na wyciągi do sąsiednich miejscowości. Raz wpadają do Białki, raz do Jurgowa, albo na Kasprowy czy Słowację. Ale mieszkają w naszym mieście – mówi dyrektor Wojtowicz. – Jesteśmy sypialnią i nie ma co udawać, jesteśmy nią od dawna. Nigdy nie byliśmy typowym ośrodkiem narciarskim, gdzie narciarz w butach może wyjść z kwatery prosto na wyciąg. I, jak dodaje, Zakopane nigdy takim ośrodkiem się nie stanie.
Za to sąsiednie miejscowości mogą dogonić Zakopane, jeśli chodzi o atrakcje. Nie mówiąc o Słowacji, która – jak twierdzi Wojtowicz – zawsze była dla nas zagrożeniem. Ma większe Tatry, świetne trasy narciarskie, choć brakuje tam serwisu, a i podejście do turysty jest jeszcze socjalistyczne. – Jednak u nich jest z tym coraz lepiej i za dwa lata nasz turysta może powiedzieć sorry, ale jadę na Słowację. I ominie Zakopane – ostrzega Wojtowicz.
Halina Kraczyńska
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/03/12

