Włosi nie kupili jagniąt od górali
20.03.2008
Gazdowie na Podhalu załamują ręce. Przez ponad 20 lat na sprzedaży jagniąt na włoskie wielkanocne stoły można było porządnie zarobić. W tym roku wielu góralskim hodowcom na święta pozostały puste kieszenie i młode owce w stajni.
Na Podhalu skupowano zwierzęta w dwóch bazach – w Bańskiej Niżnej i Leśnicy. Pierwszą prowadzi Regionalny Związek Hodowców Owiec i Kóz w Nowym Targu, drugą spółdzielnia producencka „Gazdowie”, zrzeszająca ponad 100 hodowców. To właśnie z tej bazy w nocy z soboty na niedzielę wyjechało do Włoch ostatnie jagnię. Zaś w poniedziałek i we wtorek włoscy kontrahenci zaczęli lawinowo anulować przyjazdy swoich ciężarówek.
W ubiegłych latach górale sprzedawali Włochom ok. 30 tysięcy młodych owiec. W tym roku zwierząt, które osiągnęły wagę odpowiednią do sprzedaży, było ok. 22 tys. Udało się wyeksportować jedynie 18 tys.
– Jeszcze tak nigdy nie było, żebyśmy na Wielkanoc zostali z jagniętami – mówi Andrzej Zubek z Ratułowa. – Nie sprzedałem ani jednego jagnięcia. Zostało mi w stajni 150. W całym Ratułowie będzie z 600 sztuk owiec. Mam jeszcze nadzieję, że jagnięta pójdą po świętach – dodaje.
– Udało nam się skupić 8 tysięcy jagniąt – mówi Kazimierz Furczoń, baca z Leśnicy, prowadzący spółdzielnię „Gazdowie”. – Nagle w sobotę zrobiła się jakaś panika. Z Włoch były już sygnały, że nie potrzebują więcej jagnięciny. Najwięcej jagniąt zostało u nowotarskich hodowców. Liczę, że jeszcze się Grecy odezwą. Oni mają święta w drugiej połowie kwietnia.
Jednak gazdowie liczą teraz głównie na polski rynek. Jak mówi Furczoń, w zapasie ma jeszcze zamówienie na 400-500 jagniąt dla polskich odbiorców. Nic jednak nie wskazuje na to, żeby cena mogła dorównać tej włoskiej.
Jan Janczy, dyrektor Regionalnego Związku Hodowców Owiec i Kóz w Nowym Targu, w ogóle nie wierzy w zamówienia z Grecji. Jednoznacznie określa całą sytuację. Według niego, dla polskiego owczarstwa nie świeci się już lampka alarmowa, lecz wyje syrena. – Jeszcze na tym wielkanocnym skupie hodowcy mogli jakoś zarobić – mówi Janczy. – A teraz nie wiadomo, co z tymi jagniętami mają zrobić rolnicy. W takim wypadku rząd powinien właściwie rozpocząć skup interwencyjny. Mówi się, że mało jest w naszym jadłospisie jagnięciny. Może nadszedł odpowiedni czas, żeby to zweryfikować.
Według Janczego cena, jaką mogą zaproponować handlowcy na polskim rynku, nie jest w stanie w ogóle zadowolić baców. Zamiast ponad 9 złotych, które za każdy kilogram jagnięciny dawali Włosi, polskie rzeźnie mogą zaoferować góra 5 złotych.
Przyczyn mizernego skupu jagniąt na Podhalu jest kilka.
Przede wszystkim wczesna Wielkanoc. Zwierzęta na przybranie na wadze miały niewiele czasu – dlatego było ich mniej niż zazwyczaj. Z rozpoczęciem skupu wstrzymywano się w Polsce do ostatniej chwili. Niższymi cenami zaś zaczęli kusić Rumuni, Węgrzy i Słowacy.
Józef Słowik
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/03/20

