Zakopane — portal z-ne.pl

Na Podhalu dzieci są bite

18.04.2008

Na Podhalu dzieci są bite

– Takie skrajne przypadki znęcania się nad dziećmi, niestety, wychodzą na światło dzienne najczęściej wtedy, gdy dojdzie do tragedii i jest już za późno na uratowanie dziecka, często przez lata bitego, maltretowanego i poniżanego. Bo na Podhalu dzieci się bije – podkreśla Joanna Stecz, zastępca dyrektora Centrum Wsparcia Dziecka i Rodziny w Zakopanem.

Na Podhalu ciągle nie mówi się zbyt dużo i zbyt głośno o przemocy w rodzinie, maltretowaniu dzieci, znęcaniu się nad nimi. A dzieci, niestety, przychodzą do szkoły pobite! – twierdzi Maria Podsiadło, lekarz, dyrektor Zakładu Opieki Zdrowotnej, który prowadzi gabinet medycyny szkolnej.

Lekarze i pielęgniarki od ponad trzech lat niemal codziennie spotykają się z uczniami z 42 szkół: podstawowych, ponadgimnazjalnych i gimnazjów z terenu Zakopanego. Mają pod opieką prawie 6200 uczniów.

Pracownicy gabinetu wychwytują większość przypadków pobicia, jednak – jak mówią – dzieci, szczególnie te najmłodsze, nie chcą się przyznać, jaka naprawdę jest przyczyna ich sińców. – Małe dzieci chronią swych rodziców i najczęściej tłumaczą, że upadły albo że starszy brat je uderzył – wyjaśnia doktor Podsiadło. Niektóre nie mówią prawdy, bo wstydzą się tego, co się stało. Niektórych zaś rodzice nie puszczają z sińcami do szkoły, żeby się nie wydało, lub biją tak, by nie było śladów na ciele dziecka.

– Trudno powiedzieć, co tak naprawdę dzieje się w czterech ścianach. A jeszcze trudniej w przypadku dziecka cokolwiek udowodnić – podkreśla wicedyrektor Stecz. – Tym bardziej że Podhale pod tym względem jest trudnym terenem, bo tutejsze społeczeństwo jest hermetyczne, ciężko przełamać pewne bariery i wejść w rodzinę.

Stąd może tak rzadko sygnały o bitym dziecku docierają do policji. – W ostatnim czasie nie mieliśmy zgłoszeń o maltretowaniu dzieci – przyznaje st. asp. Monika Kraśnicka–Broś, rzecznik prasowy KPP Zakopane. Dodaje jednak, że całkiem sporo jest zgłoszeń o znęcaniu się nad rodziną. Bo jak wyjaśnia prokurator Zbigniew Lis, w większości przypadków scenariusz jest jeden. Zjawisko maltretowania dzieci wychodzi właściwie przy okazji, gdy matka decyduje się powiadomić odpowiednie służby, że mąż znęca się nad nią i dziećmi.

– Na Podhalu przemoc w rodzinie to od lat stałe zjawisko, aż boję się użyć słowa nagminne. W skali roku możemy je liczyć w dziesiątkach! – stwierdza prokurator.

Choć jak sam przyznaje, przypadki znęcania się ze szczególnym okrucieństwem są u nas wyjątkiem. Ostatni miał miejsce kilka lat temu w Zakopanem, gdy 19-letni ojciec, pijany lub na głodzie narkotykowym, maltretował swoje dwie córeczki: 2–letnią Paulinkę i 10–miesięczną Julkę. Bił je za byle co i czym popadnie. Brał np. za nóżkę i wymierzał z całej siły klapsa albo gdy go denerwował ich płacz, wyrzucał na strych. Dziewczynki były posiniaczone na całym ciele, miały nawet ślady po klamrze od pasa. – Pół oddziału płakało na widok ich obrażeń. Wstrząśnięci byli nawet sami lekarze, my również. Nie pamiętamy, by coś podobnego zdarzyło się w Zakopanem – mówili wtedy policjanci, którzy zabrali dziewczynki z domu i zawieźli je prosto do szpitala.

Na szczęście od tamtej pory nie było tak drastycznych przypadków znęcania się nad maluchami. – To wcale nie powinno nas uspokajać – zaznacza wicedyrektor zakopiańskiego Ośrodka Wsparcia. – Statystyki są bowiem niezbyt optymistyczne. Nasz ośrodek działa od roku i obecnie mamy w nim 19 osób! To dużo, zważywszy na inne tego typu placówki w Polsce. Przyjęliśmy tyle samo osób co takie ośrodki w dużych miastach, np. Tarnowie! Do tego jeszcze wiele osób, które są ofiarami przemocy, przychodzą do nas z prośbą o poradę, choć oficjalnie nie chcą zgłosić problemu. Otrzymujemy też wiele telefonów. A rzadko tak się dzieje, że ofiarami przemocy są tylko matki. Najczęściej dotyka ona też i dzieci.

– U nas na Podhalu bicie dzieci to już problem społeczny. Co gorsza, jest na to przyzwolenie ogółu, bo w tym regionie obowiązuje tak zwane surowe wychowanie – podkreśla wicedyrektor. Ciągle też obowiązuje dawny pogląd na wychowanie, szczególnie chłopców, że jeśli się porządnie takiemu nie przyłoży, to nic dobrego z niego nie wyrośnie. Ale jak przekonują psycholodzy, rodzice latami mogą „tylko” bić dziecko, aż przyjdzie taki moment, że przeholują i wtedy może dojść do tragedii. Zresztą – jak podkreślają – granica między biciem a znęcaniem się czy maltretowaniem jest bardzo płynna.

Na ten surowy pogląd na wychowanie dodatkowo nakładają się zjawiska, które w naszym regionie są szczególnie silne – finansowa sytuacja rodziny związana z sezonowym zarobkowaniem, wpływy halnego, podległa rola kobiety w rodzinie, która bardzo często pozostaje w uzależnieniu finansowym od męża, oraz wszechobecny na Podhalu alkohol.

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/04/18