Bacowie modlili się u Gaździny Podhala
21.04.2008
Kiedyś w ludźmierskim sanktuarium o dobry wypas modlili się ich ojcowie i dziadkowie. Wczoraj pojawili się i oni, a zostało ich już naprawdę niewielu. Święto Bacowskie, jest okazją by prosić Gaździnę Podhala już nie tylko o dobrą pogodę podczas tegorocznego sezonu, lecz przede wszystkim o większą wyrozumiałość rządzących dla topniejącej z roku na rok liczby hodowców owiec na Podhalu.
Uroczystości w Ludźmierzu rozpoczęły się od zaczerpnięcia wody ze studni przy sanktuarium. Wodą tą poświęcone zostaną kierdle. Bazylika mniejsza w Ludźmierzu wypełniła się wczoraj po brzegi nie tylko bacami, juhasami i gazdami z Podhala. Do ludźmierskiej Pani przyjechali pasterze od Żywiecczyzny aż po Pieniny i Spisz.
– Przyszliście tutaj nie tylko po to, by przedstawić swoje prywatne, rodzinne sprawy, ale i po to, by mówić o bolączkach, z jakimi boryka podhalańskie rolnictwo – głosił w homilii ksiądz Jan Zając. – W tym naszym, podhalańskim rolnictwie zawsze pasterstwo odgrywało największą rolę. Kimże jesteście bacowie, gazdowie, juhasi? Jesteście nie tylko rolnikami! Jesteście odpowiedzialni za to, by bacowanie i hodowla owiec trzymała się jak najdłużej. Nie dajcie się modzie! Nie pozwólcie, by zarosły nasze podhalańskie łąki i polany!
W czasie liturgii gazdowie złożyli dary ołtarza w postaci bundzu, oscypka, a nawet jagnięcia. Po mszy świętej bacowie tradycyjnie otrzymali wodę święconą do pokropienia swoich stad na początek sezonu pasterskiego. Zabrali też święcone szczapy drewna, których użyją do rozpalenia watr w swoich bacówkach.
Na Podhalu jest ponad 100 baców. W tym roku na hale pójdzie niespełna 5 tysięcy owiec. Tegoroczny sezon wypasowy będzie pierwszym, w którym obowiązywać będzie unijny certyfikat na produkcję oscypka.
– I co z tego? – pytają rozgoryczeni bacowie. – Skoro brakuje na bacówkach rąk do pracy. Młodzi ludzie nie garną się do tej, ciężkiej roboty. Wola pracę za granicą albo na budowach, gdzie mogą lepiej zarobić.
Wkrótce – przypuszczają bacowie – nie będzie miał, kto robić oscypka. Nie ma też większego zbytu na owczą wełnę. Ale to nie jedyne problemy spotykane na podhalańskich bacówkach. Lista spraw do załatwienia jest dość długa.
– Brakuje nam dopłat bezpośrednich do każdej matki – mówi Jan Janczy, dyrektor Regionalnego Związku Hodowców Owiec i Kóz w Nowym Targu. – Kolejnym problemem jest tegoroczny wielkanocny skup jagniąt do Włoch. Niestety, nie wypalił do końca i zostało po nim 10 tysięcy sztuk jagniąt. Mogłyby być one wchłonięte przez krajowy rynek. Ale nie mamy odpowiedniej ubojni. To blokuje sprzedaż mięsa na krajowym rynku. Cały czas chcemy rozwiązać sprawę gospodarskiego uboju, ale na razie nie ma na to przyzwolenia.
W niedzielnych uroczystościach w Ludźmierzu wzięli udział nie tylko bacowie i hodowcy owiec z całego Podhala, ale również lokalne władze samorządowe i przedstawiciele Związku Podhalan oraz pielgrzymi z parafii św. Faustyny z Częstochowy.
Józef Słowik
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/04/21

