Zakopane — portal z-ne.pl

Góralowi nie żal

09.05.2008

Góralowi nie żal

Media doniosły, że tylko jeden baca sprzedający oscypki sprzedaje je z atestem unijnym, w przypadku całej reszty nie ma więc pewności, czy kupujemy oscypki „łowce” czy „krówskie”. Jeśli w tej wieści coś jest zadziwiające, to wyłącznie to, że ktoś o taki atest się postarał i że ktokolwiek daje kupującym pewność, że nie są oni robieni w konia. W Zakopanem zawsze bowiem sprzedawano oscypki raczej „krówskie” niż „łowce”, o czym wiedzą doskonale sami zakopiańczycy mieszkający poza „stolicą białego szaleństwa”. Gdy przywożą znajomym oscypki, zawsze podkreślają, że „te są prawdziwe”.

Oczywiście nie ma co mieć pretensji do górali, że orzynają ceprów. Górale ceprów orzynali, orzynają i będą orzynać, a typowy cepr jedzie do Zakopanego nie tylko po to, by w rewanżu za wdychanie spalin zapłacić taksę klimatyczną. Jedzie tam także po to, by robić za cepra i jak cepr zostać orżniętym. Przyzwoity cepr daje się orzynać na każdym kroku, bo taka jego ceprowska natura i taki jego, wybrany i z radością znoszony los.

Cepra robi się w konia z oscypkami, cepra robi się w konia, gdy kupuje góralski sweter, który okazuje się mało góralski po pierwszym praniu, cepra robi się w konia, gdy płaci za sanie do końca Doliny Chochołowskiej i od razu za drogę powrotną, a potem okazuje się, że pieniądze zniknęły razem z saniami, gdy cepr chciał kilkaset metrów przejść na piechotę. Cepr zostaje zrobiony w konia, gdy jedzie pojeździć na nartach na Kotelnicy, a potem okazuje się, że Kotelnica, podobnie jak Butorowy, jest już dla narciarzy zamknięta.

Krótko mówiąc, cepr ma zawsze wiele okazji, by o swoim ceprostwie się przekonać, by go zakosztować, by się nim nasycić. A góral ma nieskończoną liczbę okazji, by z właściwym i sobie wdziękiem i bezpretensjonalnością pokazać ceprowi miejsce cepra i góralską naturę. Po to płacimy krocie za pobyt w Zakopanem, by tego samemu zaznać. A potem stoimy w wielogodzinnych korkach, by powspominać te urocze chwile, gdy zrobiono z nas idiotów. Będą te piękne historie opowiadane z pokolenia na pokolenie, a dojdą do nich następne, zrodzone przy okazji następnych wyjazdów, roztrząsane w czasie stania w korkach przy kolejnych powrotach i pielęgnowane z nadzieją, że po nich przyjdą następne. Oj, przyjdą, przyjdą.

Tomasz Lis

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/05/09