Zakopane — portal z-ne.pl

Górale mogą zarobić na słowackim euro

19.05.2008

Górale mogą zarobić na słowackim euro

Mieszkający blisko granicy Słowacy będą jeszcze chętniej odwiedzać podhalańskie targowiska. Wraz z wiosenną pogodą rusza na całego sezon jarmarków. W każdy czwartek i sobotę w Nowym Targu jest tłoczno jak w ulu za sprawą odbywającego się w te dni targowiska. Stolica Podhala zapełnia się wtedy nie tylko góralami z całego Podhala, ale i Słowakami.

W ubiegłym roku w ciepłe dni miasto było zakorkowane samochodami ze słowackimi numerami rejestracyjnymi. Sąsiedzi z przygranicznych miejscowości wybierali słynny w okolicy nowotarski jarmark na miejsce swoich zakupów. Teraz górale zacierają ręce, bo liczą, że jeszcze więcej Słowaków przyjedzie do nich na zakupy.

– Od grudnia ubiegłego roku nie ma już szlabanów granicznych między naszymi krajami. Ani my, ani Słowacy nie muszą stać w kolejkach na przejściu. Nie ma kontroli – wylicza Józef Rajs, który na jarmarku w Nowym Targu handluje od kilku już lat. – Nic dziwnego, że Słowaków przyjeżdża coraz więcej, bo u nas najróżniejsze rzeczy można kupić.

Za kilka miesięcy dojdzie naszym słowackim sąsiadom kolejny argument, aby wybrali się na zakupy do Polski. Ich koronę zastąpi euro.

– Mój syn pracuje w Wiedniu – opowiada Dusan Medved, jeden z odwiedzających jarmark, mieszkaniec Suchej Hory. – Mówi, że jak były tam austriackie szylingi, to było taniej. U nas będzie zapewne tak samo. Jak wprowadzą euro, to wszyscy będziemy biedniejsi.

– Daleko nam do Niemców czy Francuzów. Wiem, że będzie nam z euro o wiele biedniej. Portfele zamienimy na podkówki, bo będziemy mieć o wiele mniej pieniędzy. Pewnie na zakupy żywności i odzieży będziemy do was przyjeżdżać. Lekko zwykłym ludziom nie będzie – martwi się pani Iveta, też z Suchej Hory.

Ich obawy potwierdzają Polacy pracujący w Austrii.

– Średnie ceny wyraźnie tam wzrosły. Gdy weszło euro, zaokrąglono je w górę, a nie w dół – mówi pani Zofia, góralka z Zakopanego, która od kilku lat pracuje w Wiedniu.

– Ja i tak jeżdżę do was na zakupy co tydzień. Macie dobre wędliny. A gdy będzie taniej niż u nas, to tym lepiej dla mnie – mówi z kolei Jaromil, mieszkaniec słowackiej Tatrzańskiej Jaworzyny. Takie nastroje cieszą polskich handlarzy. Nie ma się co dziwić – zapowiadają się dla nich tłuste lata. – No tłuste, ale tylko do czasu aż nas politycy nie wepchają do tej strefy euro – zastrzegają straganiarze z jarmarku.

Na europejską walutę patrzą jak na niepotrzebne nikomu zło.

– Dajcie spokój z tym euro – narzeka Anna Giewont z zakopiańskich Kuźnic. Nie zazdrości Słowakom zmiany waluty. – Ja już przyzwyczajona do złotówek. Po co mnie starej wszystko przeliczać? Przecież nasz złoty jest silny i nie ma co kombinować. A skończy się tak, że do emerytury nic nie dodadzą a ceny pójdą w górę. W efekcie zabraknie nam złotówki czy euro na chleb.

Łukasz Bobek (bol)

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/05/19