Zatrute na Podhalu
06.06.2008
W środowe popołudnie i w nocy ze środy na czwartek u wszystkich wystąpiła biegunka, wymioty i gorączka.
Dzieci zostały przyjęte na oddział dziecięcy szpitala w Zakopanem. Jak się okazało, nie było to nic poważnego. Ich stan jest dobry. Dzieci opuszczą lecznicę dzisiaj rano. 45-osobowa wycieczka szkolna z Moszczenicy z czterema opiekunami przyjechała na Podhale w ramach zielonej szkoły w ostatni poniedziałek i ma pozostać do soboty. Zamieszkali w pensjonacie w Poroninie przy ul. Kościuszki. Dzieciaki to uczniowie szkoły podstawowej z klas drugiej, trzeciej i piątej.
W środę wybrali się na wycieczkę na Gubałówkę, gdzie wynajęty przewodnik miał mi pokazać panoramę Tatr i opowiedzieć o górach.
– Wszystko zaczęło się około godz. 17.00. Nagle kilkoro dzieci poczuło się źle. Rozbolały ich brzuchy. Musieliśmy więc przerwać spotkanie z przewodnikiem i wracać – mówi opiekunka dzieci, nauczycielka Anna Zasępa. Już w środowe popołudnie kilkoro uczniów trafiło do zakopiańskiej lecznicy.
– W środę przywieźliśmy do szpitala ośmioro dzieci. Miały gorączkę, były odwodnione – mówi Sylweriusz Kosiński, zastępca dyr. szpitala. Dzieci trafiły na oddział dziecięcy. Zostały podpięte pod kroplówki.
Jak wspomina opiekunka Anna Zasępa, najgorzej było w nocy. Wtedy kolejne dziewięć osób trafiło do szpitala.
– Co 2–3 godziny budziły nas, że się źle czują. Wymiotowały. Zawieźliśmy je więc do szpitala. Pomogli nam w tym właściciel pensjonatu i pilot wycieczki z biura podróży – wspomina. Ostatnich kilkoro zawiozła karetka pogotowia.
U dzieci stwierdzono ostry nieżyt żołądkowo-jelitowy.
– Obecnie dzieciaki są pod kroplówką. Dostają też leki przeciwgorączkowe – mówiła wczoraj ordynator oddziału dziecięcego dr Anna Hartman-Ksycińska. Poza tym czują się już dobrze, wracają do zdrowia, zaczynają się uśmiechać. Żałują jedynie, że nie pojechały na wycieczkę, tak jak pozostali.
– Szkoda, bo mieliśmy w czwartek jechać na ciepłe baseny na Słowację – mówi 10-letni Piotr Toma, uczeń klasy III. Po przewiezieniu dzieci do szpitala opiekunowie w nocy powiadomili o zdarzeniu dyrekcję szkoły i rodziców.
– Jesteśmy w stałym kontakcie z rodzicami – mówi Zasępa.
Tylko jedna mama po informacji od nauczycielek zdecydowała się natychmiast udać do Zakopanego. Jechała całą noc, a od wczorajszego ranka siedziała przy córce na oddziale.
O hospitalizacji dzieci zakopiański szpital powiadomił Powiatową Stację Sanitarno-Epidemiologiczną. Ta wysłała do pensjonatu w Poroninie pracowników, aby zbadali lokal.
– To nie jest żadne zatrucie, tylko nieżyt żołądka spowodowany zjedzeniem czegoś niestrawnego – stwierdził Adam Radko, szef zakopiańskiego Sanepidu. Po wywiadzie przeprowadzonym wśród dzieci, podejrzewa, że mogły to być lody zjedzone na mieście.
(współpraca Aleksandra Tyczyńska)
Łukasz Bobek
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/06/06

