Stop dla naganiaczy
14.06.2008
Niestety, nie jest to zbyt dobra wizytówka miasta, które szczyci się mianem górskiego kurortu.
Stąd pomysł, aby dla pośrednikom kwater udostępnić mały placyk, gdzie mogliby reklamować noclegi. Wszyscy jednak będą musieli swoją działalność zalegalizować. Bo na razie naganiacze pracują na czarno, nie płacąc podatków. Często też pensjonaty, do których prowadzą turystów, nie są nigdzie zarejestrowane.
– Naganiacze stwarzają nam, zakopiańczykom fatalny wizerunek – podkreśla Andrzej Kawecki, dyrektor Biura Promocji. – A jak jeszcze popatrzymy na to, jak ci ludzie generalnie się zachowują, to już można załamywać ręce!
Władze miasta przyznają, że problem jest, ale tak naprawdę trudno go rozwiązać.
– Straż Miejska robi co może – podkreśla Jan Gąsienica Walczak, wiceburmistrz Zakopanego. – Niestety, to trochę walka z wiatrakami. Jak tylko pojawia się patrol, naganiacze znikają. Strażnicy odjeżdżają, „stacze” znów się pojawiają. A trudno przecież non stop pilnować zakopianki i terenu naszych dworców. Być może problem rozwiązałby placyk, gdzie naganiacze mogliby oferować turystom swoje usługi.
Tutaj jednak trzeba by zalegalizować działalność. Wątpliwe jest, by naganiacze byli do tego chętni.
Inni proponują, aby rozbudowywać zakopiański monitoring i właśnie poprzez kamery zlikwidować to zjawisko.
Przemysław Bolechowski
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/06/14
