Bacowie, zamiast paść owce, zasiądą w ławkach
03.07.2008
Hodowcy owiec i wytwórcy produktów pochodzenia owczego w ławach szkolnych zasiądą od 14 lipca. Kurs teoretyczny i praktyczny z zakresu higieny pracy, przepisów weterynaryjnych i utrzymania zwierząt odbywać się będzie na terenie czterech powiatów – tatrzańskiego, nowotarskiego, nowosądeckiego i limanowskiego. Szczególna uwaga ma być zwrócona na wytwarzanie produktów regionalnych, takich jak oscypek czy bryndza. Dwudniowe szkolenie zakończy się otrzymaniem certyfikatu. Regionalny Związek Hodowców Owiec w Nowym Targu kwestionuje czas i sposób zorganizowania nauki.
– Termin tych szkoleń jest niefortunny – uważa Władysław Klimowski, baca z Nowego Targu. – W lecie każdy myśli o robocie, nie o jakichś naukach. Takie kursy trzeba planować na jesień albo na wiosnę, a nie w środku słonecznego lata – ubolewa.
Rację bacom przyznaje Jan Janczy, dyrektor Regionalnego Związku Hodowców Owiec i Kóz w Nowym Targu, i zgadza się, że kurs zorganizowany w środku lata może okazać się niewypałem. Janczy starał o pozyskanie 60 tys. z Urzędu Marszałkowskiego na szkolenia dla baców. – We wniosku napisałem, że chcę przeszkolić 120 baców, bo ci ludzie są naprawdę związani z owczarstwem. I aby nie było tak, że liczba uczestników kursu zostanie wyciągnięta z kapelusza – mówi Jan Janczy.
Wincenty Kmak z Powiatowego Zespołu Doradztwa Rolniczego w Nowym Sączu z siedzibą w Nawojowej, który zajmuje się organizacją szkoleń dla hodowców owiec, przyznaje, że niw tylko bacowie wezmą udział w kursie, dlatego zdecydowano się organizować go w kilku miejscach. Np. w powiecie nowotarskim będą to cztery miejscowości. Łącznie w kursie na terenie Małopolski ma wziąć udział bez mała 300 hodowców owiec.
– Zrobimy wszystko, żeby mieć pełną obsadę na szkoleniu – mówi Kmak. Co na to Urząd Marszałkowski?
– Za taki termin rozpoczęcia kursu odpowiada organizacja, która wygrała konkurs – odbija piłeczkę Andrzej Masny, dyrektor Departamentu Środowiska i Rozwoju Obszarów Wiejskich UMWM.
– Nie można w tej chwili przesądzać, że 14 lipca rzeczywiście nikt się nie zgłosi – dodaje. Jeśliby jednak doszło do takiej sytuacji lub frekwencja była znikoma – kurs zostanie przeprowadzony w innym dogodnym czasie – deklaruje.
J. Słowik, K. Turkiewicz
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/07/03

