Kosztowne męki cepra
18.08.2008
Sobota, godzina 10.30. Wyruszam, by doświadczyć, jak się jedzie autem przez najdłuższe 100 km w Polsce. Z Krakowa do „Zakopca” dojeżdżam po pięciu godzinach. Droga sześć razy się zwęża, trzy razy stoję w korkach z wyłączonym silnikiem. Największy korek jest w Poroninie, o krok od celu. Chcecie gór? To stójcie... Godz. 14.45. Dojeżdżam do Zakopanego i tak jak każdy ceper dokonuję rundy honorowej w poszukiwaniu parkingu. Udało się. Po godzinie.
Godz. 17.10. Kieruję kroki w stronę Krupówek. Rzeka ludzi porywa mnie w dół. Muszę iść, nie mam wyboru. Ścisk niemiłosierny. Trudno nazwać to spacerem. Ceper przy ceprze idzie też tyralierą do kolejki na Gubałówkę. Atrakcja, idę i ja. Tłocząc się, cepry kupują bilety po 16 zł od łebka. Po chwili jesteśmy na górze. Wysiadamy, a tam błoto, leje deszcz, Tatr nie widać, szaro. Wypijam herbatę w barze i czym prędzej zjeżdżam na dół.
Godz. 19.20. Jak pstrąg w górę rwącego potoku idę Krupówkami w odwrotnym kierunku niż wszyscy. Po chwili jestem tak zmęczony, że chowam się w najbliższej karczmie. Raczę się kwaśnicą z żeberkami i chlebem. Popijam, po czym płacę za wszystko prawie 30 zł.
Godz. 21.20. Syty i zadowolony szukam noclegu. Udaje mi się go znaleźć za 35 zł, ale... pod Poroninem. Jadę tam w korku pół godziny. Zostawiam rzeczy i wracam na Krupówki. Znów szukam miejsca, by zaparkować. Wszędzie tłok, więc szukam schronienia w zacisznej knajpce. Uff, udaje się. Szaleję ze szczęścia nad mineralną.
Godz. 23.50. Wracam do pokoju pod Poroninem, znowu korek, znowu stanie. Beznadzieja.
Godz. 8.00. Obiecująco świeci słońce, wcześnie jadę do Kuźnic z zamiarem wjazdu na Kasprowy Wierch, ale w kolejce mam czekać 5 godzin. Ceprów cały czas przybywa, co najciekawsze, również tych przede mną. To koniki wprowadzają ludzi do kolejki za jedyne 20 zł. Rezygnuję, wracam do miasta. Oszczędzam 38 zł na biletach, ale dowiaduję się, że parking, gdzie czeka auto, jest płatny. Znów sięgam do portfela.
Godz. 11.00 wyruszam w drogę powrotną, męczę się prawie 6 godzin. Objazdów nie ma, jest za to upał, smród, nerwy, czekanie. O godz. 17.00 wjeżdżam do Krakowa. Na podróż i pobyt pod Tatrami wydałem ponad 200 zł. Obiecuję sobie, że nigdy więcej. No chyba, że będzie kolejny długi weekend...
Piotr Odorczuk
Weekend na drogach
Małopolska 14-17 sierpnia: 43 wypadki, 3 zabitych, 52 rannych, 103 nietrzeźwych kierowców.
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/08/18

