Zakopane — portal z-ne.pl

Ekstremalna, deszczowa jazda do Zakopanego

20.09.2008

Ekstremalna, deszczowa jazda do Zakopanego

Liczni jak zwykle o tej porze roku kuracjusze dopytywali się: – A gdzie są nasi mistrzowie olimpijscy? Nie wiedzieli, że na ten wyścig dostali akurat wolne. Zniesmaczony był jeden wczasowicz ze Zgorzelca, który miał wielką chrapkę na poznanie od kuchni kolarskiego „cyrku”. Za to skorzystała Piwniczna, z której wyruszano na trasę. Ludzie nie zobaczyli jednak ścigania, jak było pierwotnie zaplanowane – miała być lotna premia – był tylko start. Ale dobre i to. Swoją drogą to tegoroczny TdP ma pecha do pogody – codziennie leje.

– To żaden wyjątek – mówi krakowski sędzia Jerzy Klinik. – Jeżdżę na TdP od 1989 r. i pamiętam na przykład jazdę indywidualną na czas w 1993 r. w Gnieznie – też lało niemiłosiernie. Skracanie etapów to nie jest żadna nowość. Taka jest konieczność i jury musi się do tego stosować.

TdP zawsze przyciąga zarówno pasjonatów kolarstwa, jak również ludzi z branży. Także wieloletni sędzia Janusz Kolasiewicz wybrał się specjalnie na wczorajszy etap PKS-em z Krakowa, nie wiedząc, czy znajdzie miejsce w którymś z wozów. Z nostalgią wspominał dawne kolarstwo: – Teraz to jest przejazd kolarzy, a nie ściganie – stwierdził. – Wszystko mają wyliczone, ucieczki odjeżdżają tylko na tyle, na ile pozwoli grupa. Szkoda mi szczególnie Marcina Sapy, bo anulowano jego punkty z etapu do Lublina, powinno się anulować tylko metę, a nie punkty, które już zarobił. Deszcz ani myślał przestać padać, dlatego też postanowiono skrócić etap. Wiadomość, że ten odcinek nie będzie taki długi, jaki miał być, nie wywołała w ogóle zdziwienia.

– Dla kolarzy taka pogoda jest zabójcza – mówi Lech Piasecki, odpowiedzialny za trasę, nasz były mistrz świata. – Jadąc pod górę, zawodnik rozgrzewa się, a potem na zjazdach jest tak zimno, że nie może utrzymać kierownicy. Okulary i pelerynki są nieodzowne w takich warunkach. – 120 kilometrów przy takiej pogodzie to trudniejszy odcinek do przejechania niż 200 w normalnej temperaturze – wtóruje mu dyrektor TdP Czesław Lang.

– Dobrze, że mamy mniej o 80 km do przejechania – twierdził przed startem najaktywniejszy kolarz tego wyścigu, mistrz Polski i zwycięzca tegorocznego Małopolskiego Wyścigu Górskiego Marcin Sapa. – To absolutnie aura nie dla kolarzy. Jeśliby została pierwotna trasa, sądzę, że do mety dojechałoby maksymalnie 10 procent zawodników. Sapie szkoda szczególnie punktów, które zdobył na anulowanym etapie do Lublina. – Mam przewagę punktową, postaram się dowieźć tę koszulkę. O górskiej nie myślę (choć też miał sporo punktów w tej klasyfikacji – red.), po trzech dniach ucieczek wiedziałem, że gdy wjedziemy w góry, będzie ciężko.

I na trasie rzeczywiście było ciężko, deszcz padał cały czas, ani na moment nie dał wytchnienia kolarzom. Kibice jednak nie wahali się i tłumnie, mimo tak fatalnych warunków, zawitali na trasę. W Starym Sączu Rynek był wypełniony po brzegi, choć peleton meldował się tam z 1,5 godziny później. Nieopodal, w miejscowości Maszkowice, kolarzy witał Jan Magiera. To nazwisko wiele mówi starszym kibicom kolarstwa. To mistrz z Cracovii.

Punkty obserwacyjne były różne. W Łapszach nawet dach służył za dobrą platformę. Większość wybrała jednak bardziej tradycyjne formy obserwacji – z chodnika lub okien domów. Na mecie w Zakopanem przy ul. Piłsudskiego – tłumy. Widać, że kibice bardzo spragnieni są kolarstwa i nawet lejąca się na głowę woda im nie przeszkadzała.

– Chciałem jechać na Głodówkę oglądać kolarzy na pętlach – mówi Andrzej, kibic z Wrocławia, który specjalnie wybrał się tu na TdP. W tym roku nie ma bowiem na trasie pobliskiego mu Karpacza. – Ale i tak było na co popatrzeć – skwitował, mając na myśli szarżę triumfatora Voigta i finisz naszego najlepszego kolarza Rutkiewicza.

Jacek Żukowski

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/09/20