Zakopane — portal z-ne.pl

Na „krzesełkach” kryzysu nie widać

14.11.2008

Na „krzesełkach” kryzysu nie widać

– Jeżeli tylko kryzys na świecie nie pogłębi się, to póki co nie grozi właścicielom wyciągów bankructwo. Poradzimy sobie! – twierdzi Waldemar Sobański, właściciel stacji narciarskiej na Polanie Szymoszkowej. Bardziej wszyscy drżą przed zimą. Jeżeli będzie taka, jak dwa lata temu, bez mrozu i śniegu – sytuacja nie będzie za wesoła. Ale na razie i tu przepowiednie są pomyślne dla górali.

– U nas w Polsce kryzys? Byłem w ten ostatni długi weekend na Słowacji, to można tam było zobaczyć, jaki u nas kryzys. Na basenach w Tatralandii miejsc nie było, a w Beszanowej stała kolejka. Sami Polacy! – zaznacza Tomasz Paturej, prezes ośrodka narciarskiego na Kotelnicy w Białce Tatrzańskiej.

W Zakopanem wypoczywało w te dni jeszcze więcej turystów. Nasze aquaparki też były zapchane. Jak przypuszcza Paturej, na okres świąteczny i ferie będzie to samo. Bo ani w Białce, ani w Bukowinie wolnych miejsc noclegowych praktycznie już nie ma. Ot, jakieś pojedyncze, ewentualnie jak ktoś zrezygnuje.

– Nasi klienci mają jeszcze mnóstwo gotówki! – śmieje się prezes z Białki. A jak dodaje, gotówkę mają także i nasze polskie banki. Wręcz nadmiar, którym nadal chętnie się dzielą z właścicielami wyciągów. Wystarczy, jak mówi Sobański, mieć dobry biznesplan.

– Owszem, jest taka zasada, że banki niechętnie udzielają kredytów na budowę wyciągów poniżej 1500 metrów, ale to dotyczy inwestycji w Alpach – dodaje Paturej. – Gdyby w Polsce obowiązywała, to nikt przecież by nie mógł dostać kredytu.

Co prawda kredyty inwestycyjne podrożały, ale, jak twierdzą właściciele wyciągów, nieznacznie, bo do 3 proc. – Do 10 procent można jeszcze wytrzymać – mówi Paturej. Zdaniem właściciela tras na Szymoszkowej droższe kredyty mogą stanowić pewien problem dla tych, którzy dopiero wchodzą w ten biznes „narciarski”, ale i oni – może się okazać, że nie ucierpią, jeżeli będzie prawdziwa zima. A ta, jak przepowiadają górale z Białki, ma być dość konkretna.

– Byleby zima była, to damy radę! – śmieje się Marian Strama, właściciel kompleksu narciarskiego pod Nosalem. – A nawet, gdyby nie było takiej pogody, jak trzeba, to też nikt, sądzę, nie zbankrutuje na Podtatrzu. Bo u nas cieniasów nie ma, inwestorzy mają grube pieniądze! U nas kryzys to jest, ale przez politykę. Z wizami dla turystów ze Wschodu są kłopoty, z drogami dojazdowymi też problem!

Halina Kraczyńska

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2008/11/14