Zakopane — portal z-ne.pl

Połamani narciarze opanowali szpital

05.01.2009

Połamani narciarze opanowali szpital

Wszystko wskazuje na to, że cały sezon zimowy okaże się wyjątkowo pracowity dla lekarzy. – Mamy znacznie więcej połamanych narciarzy niż w roku ubiegłym – przyznaje Szymon Banak, lekarz ortopeda z zakopiańskiego szpitala. – Średnia dzienna to około 120-130 osób. Są to standardowe urazy narciarskie, czyli złamania podudzia, uszkodzenia kolana, do tego snowboardowe, jak nadgarstki, obojczyki i urazy barków. Niestety, zdarzyły się również i poważne urazy głowy. Kilka przypadków lekarze określają jako bardzo ciężkie. Na Podhalu jazda w kaskach to niestety nie codzienność, lecz ciągle rzadkość. Bo Ci, którzy dbają na stokach narciarskich o swoją głowę, są wyśmiewani.

Od pierwszego dnia świąt Bożego Narodzenia w poczekalni w zakopiańskim szpitalu praktycznie codziennie panował ogromny tłok i nerwy. Już sam dojazd do placówki nastręczał ogromnych trudności.

– Miałam wielkie bum – śmieje się Joanna Marzec z Katowic. – Uszkodziłam sobie kolano. Teraz czekam na diagnozę lekarską. Najgorsze jest to, że aby dojechać do Zakopanego z Białki Tatrzańskiej straciliśmy trzy godziny. Wszędzie ogromne korki, a noga bardzo boli.

Jak dodają lekarze, przyczyną odwiedzin urazówki przez narciarzy jest najczęściej brawura i brak umiejętności.

– Była oblodzona trasa narciarska. Zabrakło trochę szczęścia i umiejętności – przyznaje Tomasz Pitala z Krakowa.

– Coś chrupnęło w kolanie i koledzy przywieźli mnie tutaj. Mam nadzieję, że obędzie się bez gipsu, bo zawodowo jeżdżę autem i unieruchomiona noga to dla mnie kłopot.

Największy tłok na zakopiańskiej urazówce jest codziennie po południu i wieczorem. Wtedy to właśnie do szpitala trafiają kontuzjowani narciarze. Lekarze szacują, że codziennie na unieruchamianie uszkodzonych kończyn zużywane jest ok. 50 kilogramów gipsu. Niektórzy decydują się na lekkie plastikowe tzw. opaski, ale nie mogą one być zakładane przy każdej kontuzji. Często wciąż niezastąpiony jest tradycyjny gips.

Na urazówce spotkać można było też obcokrajowców. Był m.in. trzyletni Anglik. – Syn jeździł na nartach i się wywrócił – mówi Mark, mieszkaniec Londynu. – Upadł tak nieszczęśliwie, że uszkodził sobie nóżkę. Teraz czekamy na gips. Mam tylko nadzieję, że syna to jednak nie zniechęci, aby dalej uczyć się jazdy na nartach.

Przemysław Bolechowski

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/01/05