Strażnicy miejscy mają niezły „utarg”
13.01.2009
Straże miejskie to formacje finansowane z budżetów gmin, w których działają. To na ich utrzymanie idzie część płaconych podatków. Część jednak pieniędzy wraca, a to za sprawą mandatów nakładanych przez strażników. I takponad130tys. zł wpłynęło do kasy zakopiańskiego magistratu w ubiegłym roku, z tytułu różnego rodzaju mandatów nałożonych przez strażników miejskich. O wiele mniej, bo 77 tys. zł udało się natomiast zarobić nowotarskim municypalnym. Daleko w tyle z kwotą 18 tys. zł pozostała Rabka Zdrój oraz z 6 tys. zł reaktywowana po kilku latach straż w Szczawnicy.
Cały czas lwią część kar nakładanych na obywateli stanowią te za łamanie przepisów ruchu drogowego. Na kolejnym miejscu znalazły się te dotyczące ochrony środowiska i nielegalnego handlu.
– W ubiegłym roku interweniowaliśmy ponad 5 tysięcy razy. Dziennie wyjeżdżaliśmy średnio 20 razy – mówi Henryk Ziemianek, zastępca komendanta SM w Zakopanem. – W naszym wypadku najwięcej kar nałożyliśmy na handlujących nielegalnie na Krupówkach oraz nieprawidłowo parkujących. Strażnicy ukarali aż 478 kierowców punktami karnymi.
Nie trudno się domyślić, że najliczniejszą klientelą 17 strażników z Zakopanego są przebywający w stolicy Tatr turyści parkujący gdzie popadnie. Nowotarscy strażnicy w ubiegłym roku interweniowali ponad 3200 razy. Prowadzili kolejny etap kontroli posesji, podczas których sprawdzano segregację odpadów, umowy za ich wywóz, oraz rachunki za wywóz szamb. Tylko z tytułu łamania ustawy o utrzymaniu czystości funkcjonariusze wypisali 38 mandatów i skierowali do sądu pięć wniosków o ukaranie niefrasobliwych mieszkańców. Przekonują, że zmienia się nastawienie mieszkańców do ich kontroli.
– O ile z początku mieszkańcy byli oburzeni naszymi kontrolami, o tyle teraz zdają sobie coraz bardziej sprawę, że są one konieczne – mówi Jan Roik, zastępca komendanta Straży Miejskiej w Nowym Targu. – Ludzie widzą, że dzięki naszym kontrolom sąsiad nie wypuści szamba do potoku, a oni będą żyli w czystszym otoczeniu.
Również Straż Miejska w Rabce Zdroju walczy z nieczystościami. Municypalni ujęli 59 osób podrzucających śmieci do ulicznych koszy, zanieczyszczających koryta potoków. Także i rabczańscy strażnicy widzą efekty swojej pracy.
– Pozytywnie oceniam młodzież. Po liczbie zdewastowanych koszy, czy znaków drogowych widzę, że zaczynają oni doceniać miejsca, w których coraz częściej przebywają – mówi Kazimierz Zapała, komendant z Rabki.
Również młoda, bo działająca dopiero rok straż w Szczawnicy przyznaje, że ludzie mają coraz lepsze podejście do nich.
Jak mówią zaś mieszkańcy, nie wyobrażają sobie teraz, żeby strażników nie było. – Ktoś musi chodzić po domach i sprawdzać umowy na wywóz śmieci. Inaczej wszystko zamiast do kosza trafi do pieca – mówi Michał Pawlik z Nowego Targu.
Józef Słowik
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/01/13

