Zakopane — portal z-ne.pl

Słowacja nam podrożała

17.01.2009

Słowacja nam podrożała

Wiele placówek handlowych na Słowacji dopiero dziś po raz pierwszy po Nowym Roku otwarło swe podwoje. Przez dwa tygodnie na drzwiach wywieszano informację o inwentaryzacji. To po to, aby uniknąć kłopotów z posługiwaniem się dwiema walutami naraz.

Po dwóch tygodniach od wprowadzenia unijnej waluty Unii Europejskiej Słowacy pieją z dumy, ciesząc się z faktu pozbycia się koron, które kojarzyły im się z dawną Czechosłowacją. Szczególnie, że do tej pory nie zauważono, aby nagle wszystko podrożało, jak było to w 15 innych krajach UE, które zaakceptowały euro wcześniej. Słowacy nie marudzili, bo mieli usztywniony kurs korony do euro. W każdej knajpie, sklepie czy kasie basenu wciąż wisi karteczka z informacją o kursie: „Konverzný kurz 1 € = 30,1260 Sk”. Z drugiej strony ceny na Słowacji rosły wolno już wcześniej, od wiosny zeszłego roku, kiedy to wiadomo było, że od nowego roku koronę wyprze euro. Jeszcze w listopadzie słowacki parlament przyjął ustawę, na podstawie której przedsiębiorcy, którzy bez przyczyny będą podnosić ceny, zostaną ukarani grzywną, a nawet karą pozbawienia wolności od pół roku do trzech lat. Dlatego niektórzy producenci zapobiegawczo zmieniali ceny już latem ubiegłego roku.

W knajpkach Bratysławy na początku stycznia tego roku za skromny posiłek obiadowy żądano już 500–600 koron, czyli według oficjalnego kursu prawie 20 euro. To w przeliczeniu ponad 75 złotych. Dla polskiego turysty, który od lat uznawał Słowację za tani kraj, nagle przestała ona być rajem.

– Na Słowacji spędziłem zeszły weekend. W knajpach w menu ceny podawane były w koronach i euro. I piwo, owszem, nadal kosztowało ok. 35 koron słowackich. Jednak po przeliczeniu daje to 1,15 – 1,20 euro. My dając za euro nawet ponad 4 złotych, płacimy za piwo w słowackiej knajpie ponad 5 złotych – mówi Mariola Nowak z Bielska-Białej.

Inne ceny po przeliczeniu są teraz dla polskiego turysty równienie atrakcyjne. Średniej klasy nocleg kosztował do wczoraj 300 koron (10 euro), czyli ponad 40 zł.

W Orawicy, tuż za granicą w polskim Korbielowie, za trzy godziny w parku wodnym (z gorącymi siarczanymi źródłami) dzisiaj Słowacy żądają już 16,5 euro. Całodzienny karnet na tamtejszy niedawno oddany do użytku stok narciarski z pięcioma trasami kosztuje 22,5 euro. Jeszcze rok temu podobną kwotę płaciło się za skipass na nartostradzie koło Innsburcka. Ale mniej majętnych będzie stać nadal na wstęp do tzw. starego basenu termalnego w Orawicy, bilet kosztuje niecałe 5 euro.

Mimo że wycofano od dzisiaj korony z obiegu, w strefie przygranicznej nadal można płacić też złotówkami. – Wprowadzenie nowej waluty oczywiście powoduje pewne zamieszanie. Do wczoraj nie sposób było uniknąć przeliczania z koron na euro i strachu, czy reszta jest właściwie obliczona, kiedy klient zapłacił setki koron.

– Być może łatwiej będzie Słowakom, gdy definitywnie pożegnają się z koroną i będą operować już tylko nową walutą. Tym bardziej że w bankach można jeszcze przez rok bezpłatnie wymieniać korony na euro – tłumaczy Małgorzata Wojcieszyńska, polska dziennikarka od lat mieszkająca i pracująca w Bratysławie.

Od poniedziałku do końca czerwca banki słowackie będą wymieniać na euro monety i banknoty koronowe. Przez następne pół roku wymieniane będą jedynie stare pieniądze papierowe.

Premier Robert Fico mówi, że euro podnosi pewność siebie Słowaków, co w czasach kryzysu jest bardzo ważne. Większość z nich podkreśla, że wraz z przyjęciem euro wreszcie poczuli się obywatelami Europy.

Współpraca: Monika Pacukiewicz, Łukasz Grzesiczak

Inga Lisz-Wkurnicka

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/01/17