Tysiące nowotarżan szturmowały namiot
01.04.2009
Od wczesnych godzin rannych do stolicy Podhala zaczęli zjeżdżać mieszkańcy nie tylko z powiatu nowotarskiego, ale i sąsiednich gmin zachęconych reklamą o wyprzedaży, która ukazała się kilka dni temu w prasie. Aby tylko wejść do namiotu, trzeba było w kolejce odstać prawie godzinę.
– Przejechaliśmy ponad trzydzieści kilometrów i odeszliśmy z kwitkiem – mówi Zofia Wójtowicz, która dotarła do Nowego Targu wraz z koleżankami. – Gdybyśmy wiedziały, że takie tłumy się tu pojawią, to nawet nie planowałybyśmy tej podróży. No i teraz jeszcze nas nie wpuszczają do środka.
– I co? I co? Jest taniej ? – ludzie rzucają się w stronę góralki w chustce, która opuściła plastikowy namiot i pchała wypakowany wózek.
– Dajcie mi święty spokój. Nawet nie wiem, bo nie ma cen na półkach, mogę tylko pokazać rachunek – odpowiedziała kobieta. Wszyscy wpatrując się w paragon: odkurzacz 124 zł, proszek bryza 7,5 kg – 27 zł 59 gr, płyn do płukania – 3,30.
– Przecież to normalne ceny – dziwią się zgromadzeni przed namiotem. – Jaka tam obniżka.
– Olej za to jest przez połowę – mówi mężczyzna, który wyjeżdża z namiotu z wypełnionym po brzegi koszykiem. Około godziny 10 w namiocie pojawiają się pracownicy Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Nowym Targu. Trudno się im dostać do środka. Na jakiś czas wstrzymują więc sprzedaż.
Okazuje się, że właściciel sklepu dopiero wczoraj zwrócił się do nich o odbiór tego obiektu i sprawdzenie jakości towaru na wyprzedaży. Po kilku godzinach stania – ok. godz. 15 – jest decyzja. Towar można sprzedawać dalej.
– Wydaliśmy opinię o dopuszczeniu do sprzedaży środków spożywczych, które nie wymagają rozważania – tłumaczy Jolanta Bakalarz, powiatowy inspektor sanitarny w Nowym Targu. – Obiekt został dopuszczony do użytku na okres trzech miesięcy.
Pracownicy sanepidu zabronili kategorycznie sprzedaży wędlin i produktów nabiałowych, które wymagają chłodzenia. W trakcie wyprzedaży policja nie odnotowała żadnych ekscesów.
Józef Słowik
2 tygodnie temu
Pożar w Centrum Handlowym Leclerc przy ul. Składowej w Nowym Targu wybuchł 13 marca. Ogień zauważono zaraz po otwarciu sklepu. Czerwony kur natychmiast rozprzestrzenił się na całą halę magazynową, zaplecze oraz antresolę. Strażacy walczyli z ogniem przez kilka godzin. Pojawiły się problemy z wodą, ale jak przekonywali strażacy, w trakcie tak dużych akcji ratowniczych zdarzają się one często. Na razie nie wiadomo dokładnie, co było przyczyną pożaru – mówi się o zaprószeniu ognia w trakcie prac spawalniczych. Straty wyceniono na ok. 7 milionów złotych. W kilkugodzinnej akcji brało udział 220 strażaków z powiatu nowotarskiego, tatrzańskiego, sądeckiego, suskiego i myślenickiego. Na szczęście klientów sklepu udało się w porę ewakuować. Aby zbyć towar, który pozostał na stanie, właściciel centrum zdecydował się na wyprzedaż w namiocie, który został postawiony obok remontowanego już centrum Leclerc. Jak widać na zdjęciu, klientów nie brakowało.
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/04/01

