Polskie świnie i kurczaki trafiają pod słowackie noże
15.04.2009
To, co cieszy handlarzy żywcem, niestety martwi gazdów. Albowiem wraz ze zwyżką popytu zwiększyła się cena za jedno prosię, którą muszą zapłacić górale. Obecnie wynosi ona na jarmarku nawet 300 zł, podczas gdy jeszcze kilka miesięcy temu trzeba było płacić 200 zł.
– Rozumiemy, że Słowacy kupują mleko, proszek i kiełbasę w supermarketach. Ale żeby wykupywali nam jeszcze prosięta – irytują się rolnicy z Podhala.
Na nowotarskim jarmarku prosiąt jak na lekarstwo, chociaż przyjeżdżają handlarze z całej Małopolski.
– Mamy popyt u Słowaków – mówi pan Andrzej, jeden z nich. Kolejny – góral z Podhala – przyznaje, że klienci zza południowej granicy czasami nie fatygują się nawet na jarmark, tylko od razu przyjeżdżają do niego, aby dokonać zakupu.
– Czemu tu się dziwić? U was jest taniej. Kupię auto prosiąt, sprzedam u nas i zarobię. A jak nie sprzedam, to na wędlinę będzie – mówi nam z lekkimi oporami Jan Prihanovka z Popradu.
Nowotarski jarmark przez lat był punktem zaopatrzenia gazdów w świnie do chowu. Teraz gazdowie mają problem.
– Handlarze wykorzystują sytuację. Widzą, że Słowacy zapłacą dużo więcej niż my – mówi Franciszek Niemiec, rolnik z Nowej Białej. – Przecież nie może tak być, że więcej wydam na żywienie świni niż na mięso w sklepie.
Poza tym nie opłaca się hodowanie prosięcia, bo za dorosłą świnię rolnik dostanie góra 650 zł.
Jak dodaje Franciszek Niemiec, nie ma co nawet wybierać się na jarmark w czwartek. Słowacy bowiem z samego rana przyjeżdżają i kupują całe samochody małych prosiaków. Czasami nawet każą sobie przywieźć je na Słowację. Podobnie jest również na innych targowiskach tuż przy granicy.
– Nie tylko ze świniami jest taki problem, ale również z małymi kurczętami – mówi gazda Jan Janczy z Grywałdu. – Ludzie jeżdżą do ferm, ale okazuje się, że słowacka klientela wykupuje wszystko na pniu. A właściciel podnosi cenę.
Słowaccy sąsiedzi przyznają, że u nich na terenach wiejskich chowanie jednej świni to norma. Zdarza się, zwłaszcza na terenach popegerowskich, że obok bloków istnieją nawet specjalne chlewiki.
Józef Słowik
Ile za prosięta w Małopolsce?
Sprawdziliśmy, jak wygląda skup żywca i sprzedaż prosiąt na terenie całego województwa. Według miesięcznika „Doradca. Małopolski Informator Rolniczy”, najwyższa cena za parę prosiąt wynosi 580 zł, najniższa zaś – 324 zł. Średnia cena sięga 444 zł.
A to kilka przykładów cen na małopolskich targowiskach – para prosiąt na jarmarku w Bochni kosztuje 470 zł. 450 zł trzeba zapłacić w Brzesku. W Krzeszowicach to już wydatek 580 zł, w Limanowej – 410, w Łącku – 500, w Miechowie – 420, w Mszanie Dolnej i Nowym Sączu – 360 zł. Prosięta najniżej cenią w centralnej Małopolsce. – Tam bowiem nie dociera słowacka klientela – twierdzą górale hodowcy. Nie stać ich na wydatek na benzynę do samochodu, aby dowieźć zwierzęta.
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/04/15
