W bacówce bryndzę kupimy od ręki
25.05.2009
– Bardzo ciężko jest znaleźć na Podhalu wytwórcę prawdziwej podhalańskiej bryndzy – twierdzi Teresa Sara, kierownik działu handlowego Benedictine opactwa benedyktynów w Tyńcu. – Już od jakiegoś czasu szukamy do naszych sklepów stałego dostawcy tych produktów. Konia z rzędem temu, komu uda się kupić oryginalny produkt chociażby na terenie Krakowa.
Według Teresy Sary, kontrahent, który chce z nimi współpracować, musi mieć badania weterynaryjne oraz oczywiście odpowiednie opakowania.
Wielkiego zaskoczenia całą sytuacją nie ukrywa Jan Janczy, dyrektor Regionalnego Związku Hodowców Owiec i Kóz w Nowym Targu. Janczy pośredniczył w znalezieniu bacy, który miałby do zaoferowania na tyle dużo towaru, żeby mógł zaspokoić zapotrzebowania sklepów benedyktyńskich.
– Bacowie ponoć czekają na dużych odbiorców, ale jak przychodzi co do czego, to okazuje się, że nie chcą sprzedawać swoich produktów – dziwi się Janczy. – Muszę tę sprawę rozeznać. Bacowie nie ukrywają, że ze zbytem bryndzy nie ma większych problemów. Dlatego nie decydują się na jej sprzedaż dla większych odbiorców. Cały towar najczęściej schodzi już na bacówkach w górach. O bryndzę zatem trudno.
Józef Słowik
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/05/25

