Zakopane — portal z-ne.pl

Potrzebna jest każda deska

12.06.2009

Potrzebna jest każda deska

Spisz to teren szczególnie narażony na pożary. Tylko od 1993 roku odnotowano ich tutaj aż 36. Wszystkie były pożarami dużymi, co oznacza że ogniem było zajętych ponad 350 metrów kwadratowych zabudowań. Główną przyczyną błyskawicznego rozprzestrzenienia się ognia była i jest jak do tej pory zwarta zabudowa budynków, w charakterystyczny dla Spisza sposób. Ostatni tak wielki pożar wybuchł w zeszłym tygodniu w Nowej Białej, gdzie spłonęło dziewięć stodół. Czerwony kur strawił tam dziewięć stodół. Mieszkańcy nadal nie mogą dojść do siebie po tym zdarzeniu. W niespełna godzinę spaliły się dobytek należący do dziewięciu gazdów. Nie było w nich wiele paszy, bo wszyscy dopiero czekali na sianokosy, ale i tak straty były duże. Ludzie stracili bowiem przede wszystkim maszyny rolnicze. Ogień strawił rolniczy dobytek wart ok. 500 tys. złotych.

Przy okazji okazało się, że ludzka solidarność ma spore znaczenie. Gdy gazda traci dobytek, drugi nie pozostawi go w potrzebie. – Tak ogólnie jest przyjęte, że każdy zawsze daje to, co ma – mówi Jan Wincek z Nowej Białej. – Albo były to na przykład cztery deski, albo 40 złotych. Pożary zabudowań na Spiszu to nie nowość, dlatego od lat jest tak przyjęte, że inne wsie z tego terenu pomagają pogorzelcom.

Już tydzień po pożarze w kościołach rozpoczęła się zbiórka dla ofiar czerwonego kura. Jednocześnie po spiskich wioskach zaczęli chodzić tzw. bębniorze (dobosze, heroldzi – przyp. red.) ogłaszali oni mieszkańcom, że i tym razem muszą oni stanąć na wysokości zadania.

– Bębnuję, by ogłosić, że z każdego numeru domu trzeba dać deski calówki. Jak kto nie ma, parę groszy na pogorzelców z Nowej Białej – krzyczeli heroldzi. Takie komunikaty było słychać przez cały ubiegły tydzień w spiskich wioskach.

Zaraz po pożarze w Nowej Białej z apelem o pomoc wystąpiła „Gazeta Krakowska” wspólnie z sołtysem wsi Józefem Majerczakiem. Wołanie o pomoc nie obeszło się bez odzewu. Już nie tylko chodzi o odbudowę stodół, ale również i maszyny, które w nich stały, a zniszczył je ogień.

– Chcemy, aby tym razem nie tylko ludzie z samego Spisza stanęli na wysokości zadania – apeluje sołtys. – Pomoc jest bardzo potrzebna. Są sianokosy, zbliżają się żniwa, a gospodarze nie mają maszyn rolniczych, bo te spłonęły w pożarze, nie mają też gdzie składować plonów – opowiada Majerczak.

Kto chce pomóc, może skontaktować się z sołtysem Nowej Białej pod numerem telefonu 0695 897 247.

Teraz na pogorzelisku pracuje wiele osób. Gazdom dotkniętym nieszczęściem pomagają zarówno krewni, jak i sąsiedzi. Uprzątnięto już spalone elementy stodół. Pojawiły się już pierwsze fundamenty pod nowe budynki. Ludzie zaczynają zwozić żwir, kamienie i piasek.

– Jak trzeba będzie, to znając życie, do pomocy przyjdzie cała wieś – mówi Franciszek Brodowski, mieszkaniec Nowej Białej. Jak przypomina, w latach 80. spłonęło 11 stodół w górnej części wsi. Wtedy była o wiele gorsza sytuacja, bo nie było hydrantów. Teraz natomiast, mimo że dostęp dowody był, nie udało się uratować zabudowań, bo te spłonęły błyskawicznie.

Mieszkańcy innych spiskich miejscowości takich relacji, jak ta, która ostatnimi czasy obiegła całą Polskę o pożarze w Nowej Białej, nasłuchali się już mnóstwo. Czerwony kur na przestrzeni lat pochłonął dwieście stodół w ośmiu miejscowościach. Ludzie, chociażby z Krempachach, cały czas mają w pamięci ten ostatni pożar z 2000 roku.

– Spaliło się wtedy sześć stodół, pamiętam, było to 14 września pod wieczór. W stodołach były już plony ze żniw – wspomina Maria Gryguś z Krempach. – Pożar zakończył się na naszej stodole. Strażacy na szczęście uratowali ten budynek – dodaje.

Pani Maria wspomina, że na pomoc od mieszkańców innych wiosek nie trzeba było długo czekać. – Ludzie zaraz się skrzyknęli – opowiada Gryguś. – Kto co miał, ten to dał. Jak ktoś nie miał desek, to przywoził ziarno, ziemniaki czy inne plony.

Strażacy wiedzą, że dla nich Spisz to teren szczególnego zagrożenia pożarowego.

– Nasze mapy operacyjne wskazują, że właśnie te wioski są szczególnie narażone na pożary, które błyskawicznie się będą rozprzestrzeniać – mówi asp. sztab. Paweł Długi z komendy powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Nowym Targu. – Spowodowane jest to tym, że budynki przylegają do siebie.

Jak wspomina Długi, że pożary zabudowań gospodarczych przerzucały się na domy ludzi. Mieszkańcy Niedzicy długo będą wspominać pożar z początku lat 90., gdy spłonęły – oprócz 20 stodół – domy kilku rodzin.

Józef Słowik

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/06/12