Cztery duże pożary w jedno popołudnie
20.06.2009
Lekarze pomagali ludziom, którzy słabnęli, widząc, jak gnie w płomieniach ich majątek. Dwóch strażaków zatruło się dymem.
Wszystko zaczęło się od pożaru w Ochotnicy Dolnej, do którego strażacy zostali wezwani 4 minuty przed godziną 15. Natychmiast na miejsce wysłano 61 strażaków w 11 wozach bojowych. Przez ponad 4 godziny próbowano okiełznać ogień. Strawił on doszczętnie zabudowania gospodarcze, wraz z maszynami rolniczymi i paszą dla zwierząt. Nie udało się też uchronić pierwszego piętra domu mieszkalnego.
Straty po tym pożarze wyniosły 150 tys. zł. Strażakom udało się uratować majątek wart 100 tys.
Gdy trwała jeszcze ta akcja, do Powiatowego Centrum Dowodzenia w Nowym Targu dotarło kolejne wezwanie. Tym razem płonęło poddasze domu i warsztat stolarski przy ul. Ustronie w Nowym Targu. 15 minut przed godziną 16 wysłano pierwszy wóz. W trakcie akcji ratowniczej po raz kolejny dały o sobie znać problemy z zaopatrzeniem w wodę.
– Nie można powiedzieć, że wody całkowicie zabrakło, ale gwałtownie spadło ciśnienie w hydrantach – mówi Stanisław Galica, zastępca komendanta powiatowego Państwowej Straży Pożarnej w Nowym Targu. – W międzyczasie na miejsce została wysłana cysterna z Rabki. Jednocześnie wystąpiliśmy do Miejskiego Zakładu Wodociągów i Kanalizacji o zwiększenie ciśnienia w hydrantach.
Przez cały czas trwania akcji wozy strażackie dowoziły wodę na miejsce. Świadkowie zdarzenia widząc całą tę sytuację, nie kryli swojego oburzenia.
– Po raz kolejny i to w krótkim czasie, widzimy, że system hydrantowy w naszym mieście faktycznie nie funkcjonuje – mówi jeden z mężczyzn, który pomagał właścicielowi zakładu stolarskiego ratować cały jego dobytek.
W czasie akcji gaśniczej jeden ze strażaków przytruł się dymem. Wystarczyła mu pomoc lekarza na miejscu.
Tego samego dnia strażacy jeszcze walczyli z czerwonym kurem w Ratułowie. Tam pomieszczenie mieszkalne zapaliło się od lodówki.
Straty we wszystkich pożarach na terenie powiatu nowotarskiego wyniosły około pół miliona złotych.
Ogień nie ominął też powiatu tatrzańskiego. W Białym Dunajcu spalił się doszczętnie dom wraz z budynkiem gospodarczym. Na szczęście, domowników nie było w domu. Jeden z zakopiańskich strażaków, który brał udział w akcji zatruł się dymem i trafił na obserwację do szpitala. Jego stan jest dobry. Prawdopodobną przyczyną pożaru – jak wyjaśnia zastępca komendanta PSP Zakopane, Grzegorz Worwa – było zwarcie instalacji w samochodzie, który stał w budynku gospodarczym.
– Ogień późno zauważono, co jest dziwne, bo był to środek dnia – dodaje. Straty w tym pożarze sięgnęły ok. 300 tys. zł.
Józef Słowik
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/06/20

