To był nasz syn najukochańszy...
13.07.2009
– Wolą rodziny zmarłego chłopca jest również, aby sprawa została objęta nadzorem Prokuratury Okręgowej w Nowym Sączu i w tym kierunku również będziemy zmierzać – informuje Michał Kuźmicz, pełnomocnik Kaszyckich. Do wypadku doszło 17 października ubiegłego roku. Na małego Krystianka, który od półtora miesiąca chodził do zerówki w miejscowej szkole, czekała w tym dniu matka. Jolanta Kaszycka stała na chodniku przed wejściem do szkoły. Jej Krystian był z siostrą po przeciwnej stronie jezdni. Matka, będąc pewna, że chłopiec może przechodzić, dała mu znak. Gdy dziecko było już przy chodniku, prawie przy niej, nagle ktoś w pobliżu krzyknął, że jedzie samochód. Chłopiec, zamiast biec w kierunku matki, zawrócił. Wpadł wprost pod koła opla vectry.
– Nie jest prawdą, że on mi się wyrwał i zaczął przebiegać do swojej siostry – tłumaczy ze łzami w oczach 40-letnia Jolanta, matka zmarłego chłopca. – Ktoś krzyknął i Krystian zawrócił. Poza tym samochód, który w niego uderzył, zjechał ze swojego pasa. Nie możemy pogodzić się ze stanowiskiem prokuratury, że kierujący chłopak nie ponosi odpowiedzialności za wypadek. Poruszał się po publicznej drodze bez uprawnień. Zabił naszego synka, w którym pokładaliśmy nadzieje. I teraz niech odpowie za to!
Gdy rodzice czekali na wyznaczenie terminu rozprawy, do ich drzwi zapukał listonosz z decyzję o umorzeniu śledztwa. W swoim stanowisku śledczy, po kilkumiesięcznym postępowaniu, które zakończyło się w kwietniu, doszli do wniosku, że Marek K. nie musi stawać przed sądem. Powodem takiej decyzji była opinia biegłego, który stwierdził, że kierujący nie miał możliwości zatrzymania pojazdu i uniknięcia potrącenia pieszego. Wykonane przez biegłego badania określiły prędkość samochodu, z jaką on jechał. Było to od 39 do 44 kilometrów na godzinę, a dozwolona prędkość to 50 kilometrów. Jak stwierdzili śledczy, chłopak widząc, że dziecko wtargnęło na jezdnię, próbował je ominąć, skręcając w lewo.
Według Kaszyckich chłopak, który potrącił ich Krystianka, od jakiegoś czasu jeździł po wsi nie bacząc na to, że nie ma prawa jazdy. – Wygląda na to, że ten dokument w ogóle nie jest potrzebny – mówi Franciszek Kaszycki. – Jak może prawidłowo zachowywać się na drodze siedemnastolatek, który nie uczestniczył w kursie prawa jazdy i nie wie z teorii, jakie niespodziewane rzeczy zdarzają się na drodze. Chcemy tylko sprawiedliwości!
Józef Słowik
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/07/13

