Tylko jeden baca może robić oscypki
14.07.2009
Skąd w takim razie taki spadek? Przecież to właśnie certyfikat IJHARS miał być każdego roku obiektem westchnień baców przed wyjściem na halę. Gwarantować miał im wyłączność na pucenie oscypków.
Bacowie mówią wprost, że staranie o certyfikat kosztuje ich mnóstwo papierkowej roboty. Za kontrolę i badania muszą zapłacić, a liczba podróbek na rynku nie maleje. Dokumenty, które miały ich chronić przed nieuczciwą konkurencją, nie spełniają swego zadania. Kontrole weterynaryjne, w trakcie których sprawdzane są badania owiec, książeczki zdrowia juhasów, szczepienia psów oraz badania czystości wody, od lat utrzymują się na stałym poziomie. Oznacza to, że liczba wytwórców oscypka nie spada.
– W tym roku na terenie powiatów nowotarskiego i tatrzańskiego kontrole pozytywnie przeszło 19 bacówek – mówi Barbara Zelek, powiatowy lekarz weterynarii w Nowym Targu. Jan Janczy, dyrektor Regionalnego Związku Hodowców Owiec i Kóz, twierdzi, że ponosimy konsekwencje braku spójności przepisów i braku odpowiedniej kontroli niektórych służb. – Nie mam już argumentów, żeby przekonać baców, aby składali wnioski o certyfikaty – tłumaczy Janczy. – Tych, którzy robią sery nielegalnie, powinna kontrolować inspekcja handlowa czy policja i straż miejska. Nikt z tego obowiązku się nie wywiązuje.
Kazimierz Furczoń, baca, który złożył wniosek o legalizację przez IJHARS zarówno bryndzy, jak i oscypka, irytuje się całą sytuacją.
– Zrobiliśmy już wszystko, żeby te oscypki były popularne, ale dalej jest nieuczciwa konkurencja, i to najbardziej boli – mówi Furczoń. – Tutaj jest pole do popisu dla kontrolerów. Nie powinni bowiem robić bryndzy i oscypków bacowie, którzy nie mają certyfikatów na wyrób tych produktów.
Furczoń nakłania swoich kolegów, aby starali się o odpowiednie dokumenty, bo – jak tłumaczy – można za poniesione nakłady finansowe otrzymać rekompensatę. Baca zachęca jednocześnie urzędników, żeby wzięli się do ostrej kontroli tych, którzy nazwy ,,oscypek” nie powinni używać.
Jedną z jednostek kontrolnych jest Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych, która w ubiegłym roku złożyła nawet przeciwko nieuczciwym handlarzom podróbek oscypków doniesienia do prokuratury. Najwyższa kara sięgała tysiąca złotych. Pracownicy inspekcji nie ukrywają, że mają związane ręce, bo prawo zezwala im jedynie na kontrole podmiotów, które prowadzą działalność gospodarczą. A zdarza się, że sprzedawcy przy drogach takiej działalności nie zarejestrowali.
Józef Słowik
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/07/14

