Koń a sprawa polska
03.08.2009
Też mi proces inwestycyjny – doprowadzenie wody z odległości 20-30 metrów! To co, p. Czubernat nie znał przepisów, podpisując licencje dla fiakrów? A teraz wykręca się sianem i napuszcza górali, grożąc że rozwiąże z nimi umowy? Dawno trzeba je było rozwiązać, skoro nie spełniały określonych prawem warunków!
Z kolei wicewójt Zakopanego J. Gąsienica-Walczak „błysnął” intelektem twierdząc, że chodzi tu o „znamiona dyskryminacji etnicznej” oraz „nagonki niektórych środowisk na społeczność góralską”. Skąd my znamy te „niektóre środowiska”? No i mamy przedstawienie pt. „Koń a sprawa polska”. Tylko patrzeć, jak wybuchnie na Podhalu kolejne „poruseństwo” przeciwko ceprom... Brawo, Panie Wójcie...
Wśród tych popisów zakłamania i demagogii ginie istota sprawy: los zwierząt eksploatowanych ponad swe siły w sercu parku narodowego. Jako argumentu używa się troski o to, aby każdy, kto chce widzieć Morskie Oko, mógł tam dojechać. To co, może kolej na Świnicę? Już były przecież takie pomysły. A że to prezentacja folkloru? Ładny mi folklor: zziajane, spocone, poganiane batem i krzykami przez nie zawsze trzeźwych fiakrów koniki, ciągnące resztkami sił 2-tonowe wozy – jakie tam fasiągi, Panie Dyrektorze, wie Pan przecież, że to fikcja.
Rzekomo tylko ekologiczny i folklorystyczny proceder wożenia ludzi do Morskiego Oka jest w istocie pokazem gwałtu na przyrodzie w sercu parku narodowego, pod okiem jego dyrekcji i służb, na oczach tysięcy niezorientowanych w istocie sprawy turystów. Ten niehumanitarny proceder musi być zastąpiony ekologicznym, czystym, nowoczesnym transportem elektrycznym (tzw. meleksami), uzupełnionym 4-osobowymi, 2-konnymi bryczkami. Tak jest w większości parków narodowych w cywilizowanym świecie. I tak będzie w Tatrach, bo takie jest prawo postępu, cywilizacji i humanitaryzmu.
Miarą człowieczeństwa jest stosunek do zwierząt. Zbigniew Kresek Kraków
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/08/03
