Najważniejszy jest powrót
31.08.2009
W piątek wyszedł Pan ze szpitala. Kiedy Pan wraca do pracy?
Najszybciej, jak to możliwe. Gdy tylko będę czuł, że fizycznie dam radę sprostać niełatwym obowiązkom szefa województwa.
Za miesiąc, dwa?
Jeszcze nie chciałbym nic takiego deklarować. Zobaczymy. Na razie jedyne, co mogę powiedzieć, to: najszybciej jak to tylko możliwe.
Jest Pan już zdrowy? W krakowskim szpitalu był Pan dłużej niż w austriackim.
W krakowskiej klinice byłem dokładnie 124 dni. Szef kliniki, prof. Szczudlik powiedział, że czeka mnie raczej rekonwalescencja, a nie rehabilitacja. Po prostu powinienem odpocząć. W szpitalu miałem podawane trzy silne antybiotyki, w tym penicylinę, która choć skutecznie pomagała zwalczyć zakażenie, bardzo osłabiała organizm. Wenflony miałem wkłuwane w kilkudziesięciu różnych miejscach, na rękach i na nogach.
Zmieni Pan tryb swojej pracy, podejście do obowiązków i życia?
Praca marszałka to nie tylko zarządzanie. To ciągła potrzeba obecności, spotykania się z ludźmi, udziału w uroczystościach. Takim prośbom starałem się nigdy nie odmawiać. Współpracownicy zwracali mi uwagę, że weekendowy odpoczynek przed trudnym tygodniem jest potrzebny. W praktyce przez wiele miesięcy nie miałem wolnej soboty ani niedzieli. Teraz powinienem chyba ograniczyć przynajmniej na pewien czas tego typu aktywność.
O polityce już Pan rozmyśla? Jakie są Pana plany?
Najważniejszy jest powrót. Chcę zajmować się Małopolską, którą dobrze znam. Swój region trzeba czuć i rozumieć. Trzeba myśleć o nim strategicznie, całościowo. Ogarniać wszystko, a nie tylko patrzeć na części. Będę powoli się wgryzał w bieżące urzędowe i małopolskie sprawy. Jest kilka zagadnień, których trzeba przypilnować.
Mimo nieobecności, w sejmiku wzrosło Panu poparcie, przybyło sprzymierzeńców.
To prawda. Moja Wspólnota Małopolska ma dwóch nowych członków. Maria Malinowska i Stanisław Dębski to nasi nowi ludzie. Razem jest nas siedmioro radnych. Członkowie mojego ugrupowania nie są ograniczani poglądami politycznymi, o ile mieszczą się w szerokim, centroprawicowym nurcie. Muszą jedynie działać na rzecz rozwoju Małopolski, to jest najważniejsze.
Ma Pan żal do swoich kolegów z zarządu województwa za to, co robili pod Pana nieobecność? Wprowadzali zmiany w urzędzie, starali się odsuwać nominowanych przez Pana ludzi?
Nie chciałbym się wypowiadać jeszcze na temat spraw urzędowych, wprowadzonych przez zarząd zmian. Wiem, co zostało zmienione i mam już wyrobiony pogląd na ten temat. Najpierw jednak muszę przyjść do urzędu i zobaczyć, jak to wszystko działa. Jak będzie działało źle, to znaczy, że zmiany też były złe.
Wiele osób zarzuca członkom zarządu, że bez Pana podzielili się kompetencjami i każdy jeździ w sprawach służbowych tylko do swojego okręgu wyborczego. Kampania wyborcza za publiczne pieniądze jest prawnie dozwolona, ale moralnie niewłaściwa.
Trudno mi oceniać moralność innych – to kwestia wewnętrznego przekonania o tym, co właściwe i słuszne. Jako kierujący pracami zarządu zawsze zwracałem i będę zwracał uwagę, by jego członkowie kompleksowo myśleli o swoich zadaniach. W zarządzaniu regionem terytorialne myślenie jest zbyt ciasną perspektywą i należy to uznać za poważny defekt. Nie znaczy to, że mamy nie dostrzegać lokalnych problemów, musimy je tylko oceniać w regionalnej perspektywie.
Za rok są wybory samorządowe. Będzie Pan startował?
Chciałbym startować. Ale dopiero zaczynam o tym myśleć i nie chcę już teraz odpowiadać na pytania z jakiej listy i z kim. Patrzę na przyszłość regionu w długiej perspektywie, w wyborach chciałbym wykorzystać siłę i potencjał Wspólnoty Małopolskiej.
Słyszał Pan o szumie, jaki wytworzył się wokół remontu Biblioteki Wojewódzkiej?
Słyszałem, jednak póki co nie chciałbym wydawać pochopnych sądów na ten temat. Szum jest niepotrzebny. Wydaje mi się też, że moment nie został przypadkowo wybrany. Nie podlega jednak dyskusji, że Wojewódzka Biblioteka Publiczna ostatnio redefiniuje swoją misję jako regionalnej instytucji kultury, poszerza ofertę. Jej działania zyskują wysokie oceny, także w Europie. Dlatego koncepcja pozyskania powierzchni, potrzebnych do realizacji nowych zadań, nie budzi moich wątpliwości.
Stracił Pan zaufanie do byłego szefa biblioteki, Artura Paszki?
Zawsze lubiłem jasne sytuacje, więc jest mi smutno, że takie niejasności się pojawiły. Ale z oceną sytuacji poczekam, aż zakończy się jej wyjaśnianie. Na razie wstrzymam się od komentarza.
Jedzie Pan odpoczywać. Ma Pan ulubione miejsce?
Mamy małą chatę w górach, kilkadziesiąt kilometrów od Krakowa. Jest kawałek lasu, piękne widoki. Tam właśnie jedziemy. Małopolska jest niezwykle piękna, zwłaszcza o tej porze roku.
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/08/31

