Zima nadal nie odpuszcza. Małopolska walczy ze śniegiem, deszczem i zimnem
16.10.2009
Czterech mężczyzn nie żyje, zmarli prawdopodobnie w wyniku wychłodzenia. 182 tys. gospodarstw domowych bez prądu. Trudne warunki na drogach, nieprzejezdne linie kolejowe. To bilans drugiego dnia ataku zimy w Małopolsce.
Nagły atak zimy w środku jesieni zebrał śmiertelne żniwo. Ofiary to trzech mieszkańców Podhala i jeden Krynicy-Zdroju. To najtragiczniejsze skutki śniegu i zimna w Małopolsce. Jednak z efektami nagłego załamania pogody walczą tysiące mieszkańców naszego województwa.
Na Sądecczyźnie w niektórych miejscach zalega 80-centymetrowa warstwa śniegu. Prawdziwy „koniec świata" dotknął Muszynę. - Jesteśmy odcięci od świata - informował w czwartek po południu burmistrz Muszyny Jan Golba. Nie działają telefony stacjonarne i komórki Orange, czyli wykorzystywane w systemie powiadamiania ratunkowego. W Urzędzie Gminy kontakt ze światem mamy przez prywatną komórkę z sieci Era - opowiada burmistrz.
Atak zimy przyniósł braki w dostawie prądu w całej Małopolsce. Łamiące się pod ciężarem śniegu drzewa i konary spadają na linie energetyczne i zrywają przewody.
- Bez prądu przestały działać lodówki i zamrażarki, a piec centralnego ogrzewania, choć gazowy, też wygasł, bo nie działa elektronika - żali się Henryk Grabarczyk z Rąbkowej na Sądecczyźnie. - Mamy w suterenie piec kuchenny na węgiel. Tam przeniosło się życie całej rodziny. Przy piecu mamy ciepło.
Na tym piecu Irena Grabarczykowa gotuje obiad. Nie tylko dla domowników. Również dla rodzin swoich dzieci i sąsiadów. Dom jest pełny, bo dzieciom odwołano lekcje w szkole. Nie z powodu mrozu czy zasp, lecz z braku ogrzewania. W budynku szkolnym jest bowiem piec sterowany elektronicznie. Nie lepiej jest pod Tatrami. W Zakopanem leży niemal 70 cm śniegu, a w Tatrach - prawie metr. Takiej zimy w październiku nie pamiętają najstarsi górale. Do tego dochodzi silny wiatr, który powoduje zamiecie i zawieje śnieżne oraz minusowe temperatury, do -10 stopni Celsjusza na Kasprowym Wierchu.
Podhalańscy bacowie nie mówili już wczoraj o jesiennym redyku, a o zwykłej ewakuacji swoich owiec. Zwierzęta zostały w koszarach chociażby w rejonie Jaworek i Mizernej w gminie Czorsztyn. Wczoraj, ci którzy nie się spodziewali, że zima aż tak mocno zaatakuje, i zostali w swoich bacówkach, naprędce organizowali samochody do przewozu zwierząt. - Jak przez 25 lat bacuję, to nie pamiętam, żeby taki śnieg był o tej porze. Choć kiedy pokurzyło, ale zaś nie tak co teraz - mówi Stanisław Marusarz ze Skrzypnego.
Według Jana Janczego, dyrektora Regionalnego Związku Hodowców Owiec i Kóz w Nowym Targu, do środy na pienińskich halach pasło się jeszcze 2,5 tysiąca zwierząt. Gdy śnieg nie ustawał, bacowie wiedzieli że to już nie przelewki. Niektórzy próbowali dowozić siano traktorami, ale te nie radziły sobie z pokrytymi metrowymi zaspami.
Tatrzańskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe ogłosiło drugi (w pięciostopniowej skali) stopień zagrożenia lawinowego. - Słowacy u siebie w Tatrach Zachodnich ogłosili już „trójkę". Niewykluczone, że i my to zrobimy, jak tak dalej będzie kurzyć - mówi Andrzej Marasek, ratownik dyżurny TOPR. Adam Marasek, ratownik z ponad 30-letnim doświadczeniem, dodaje, że nie pamięta, aby TOPR ogłaszał w październiku „trójkę".
Jednak choć pogoda nie zachęca do górskich wypraw, a władze Zakopanego apelują, by nie wychodzić w Tatry, po dolinkach tatrzańskich chodzi sporo wycieczek. - Na szczęście tylko po dolinkach. Zresztą wyżej się nie da iść, bo szlaki są zawiane, nieprzetarte - informuje Andrzej Marasek.
Ratownicy ostrzegają: w górach jest bardzo niebezpiecznie. Nie tylko ze względu na łamiące się konary, ale i lawiny. Śnieg zupełnie nie jest związany z podłożem, tak że może schodzić ze zboczy samorzutnie.
Niewesoło przedstawia się sytuacja komunikacyjna w regionie. Łamiące się drzewa w kilku miejscach zerwały trakcję elektryczną i zatarasowały tory. W całym województwie nieprzejezdnych było wczoraj osiem odcinków. Nie można się było dostać pociągiem do Zakopanego ani Krynicy, były problemy w okolicach Trzebini.
Kłopoty mieli też kierowcy. Powalone drzewa zablokowały szosę prowadzącą do Muszyny doliną Popradu. Tam w pułapce uwięzione zostały nawet wozy straży pożarnej, które przyjechały przywracać przejezdność drogi wojewódzkiej. Nie lepiej było na szosie krajowej nr 28, biegnącej od Mszany Dolnej do Gorlic. Tam zawalidrogami są głównie potężne TIRy, które wracają z wielodniowych tras po Europie i jadą na letnich oponach.
W całej Małopolsce doszło wczoraj do 10 wypadków, w których 11 osób odniosło rany, oraz 48 kolizji.
Współpraca: Halina Kraczyńska, Edyta Tkacz
J. Słowik, S. Śmierciak
Będzie padać
Dalsze opady śniegu z deszczem, a w górach śniegu - tak brzmi prognoza na kolejne dni. Do końca tygodnia zima nie odpuści. W Małopolsce wiatr będzie umiarkowany, jednak w górach synoptycy zapowiadają zamiecie śnieżne.
Bez prądu
182 tys. gospodarstw domowych w Małopolsce nie miało wczoraj prądu.
• 99 tys. odbiorców - okolice Nowego Sącza, Limanowej, Rabki, Jabłonki, Jordanowa, Szczawnicy, Myślenic, Sułkowic, Zakliczyna, Śledziejowic, Sieprawia, Wieliczki, Gdowa, Świątnik Górnych, Jerzmanowic, Pleszewa
• 30 tys. odbiorców - okolice Tarnowa, Bochni, Brzeska
• 17,7 tys. odbiorców - okolice Olkusza
• 540 odbiorców - okolice Charsznicy, Działoszyc
• 35 tys. odbiorców - okolice Wadowic, Suchej Beskidzkiej,
• 400 odbiorców - okolice Biecza
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/10/16

