Zakopane — portal z-ne.pl

Kariera Patrycji w USA

30.10.2009

Kariera Patrycji w USA

Czy ktoś potrafi zmienić zasady, na których opiera się Ameryka? Zmienić choć jeden dzień harówki góralek z serwisu sprzątającego Spotless w Chicago w przyjemną przygodę? Dokonała tego osiemnastoletnia Patrycja z Kamienicy, która w niespełna dwa miesiące wakacji wniosła więcej szczęścia w życie paru osób niż niejedna czterolistna koniczyna rosnąca na polskiej łące.

NA NUDĘ NAJLEPSZA PATUSIA

Tamtego poranka padał deszcz w Chicago. Wycieraczki w vanie przykuwały wzrok góralek jadących do pierwszego domu. Nie było już wśród nich Patrycji z Kamienicy. Po południu serwisowa maskotka miała odlecieć do Polski. W końcu po swojej dwumiesięcznej przygodzie w serwisie sprzątającym wracała do domu. Rozstania zawsze są trudne, szczególnie dla młodych dziewczyn z Chicago, które nie mogą wrócić do rodziny, bo Ameryka drugi raz już nie przyjmie ich w swoje progi.

W dniu odlotu Patrycji na twarzy cleaning ladies pojawiły się łzy wstydliwie zakrywane dłonią. Z oczu koleżanek wylewał się smutek z powodu jednego „żal odjeżdżać" napisanego przez Patrycję na lotnisku. - Takiej zwariowanej cleaning ladies nie było jeszcze w historii naszego serwisu - zapewnia Becia z Cichego.

Pierwsze dni pracy w serwisie to sprawdzian charakteru. Nowe twarze, nieznane domki, trudne wyzwania, skomplikowane nazwy środków, a przy tym jeszcze stres początkującego. Na szczęście dziewczyny ze Spotless są uzbrojone w cierpliwość, dlatego żadnej nowej nie zamęczają na powitanie.

Wręcz przeciwnie - wytłumaczą na papierze toaletowym jak zawijać kokardkę, a gdy szmatę wciągnie przypadkiem do muszli klozetowej, nawet chętnie przepchną. - Jak w każdej robocie początki są ciężkie. Grace mnie wkręcała, a ja jej wierzyłam - rozpamiętuje Patusia.

Dziewczyna poznała się na Grace z Cichego, gdy ta wysadziła ją przed domem sąsiada. Mało brakowało, a Patusia zaczęłaby walić pięścią w nie swoje drzwi. - Z czasem doszłam do ładu. Ekipa była full wypas na maksa, dla niej mogłam nawet o trzeciej w nocy wstawać do roboty - deklaruje młody „baciar".

Nazwana tak przez koleżanki z pracy Patrycja przybyła za Wielką Wodę, aby trzymać do chrztu swoją siostrzenicę Oliwię - siostrę bliźniaczkę Nicoli.

Na co dzień Patrycja Jakób była o wiele bardziej zakręcona niż jej nietypowe nazwisko. Lubiła hałas i sama też robiła niezły hałas. Może by i to nie przeszkadzało dziewczynom z serwisu, gdyby nie musiały słuchać na okrągło jednej ulubionej piosenki Patusi. Najmłodsza w ekipie cleaning lady wołała kilka razy dziennie z tylnego siedzenia: „Becia podgłośń!" albo „Becia, gałeczka!".

Podczas jazdy samochodem Patusia szczególnie upodobała sobie zaczepianie przejeżdżających kierowców. Nie bała się wołać do nich „What's the problem?", ani, jeśli tylko prędkość na to pozwalała, wystawiać nogi za szybę. Zdarzało się, że zamiast sprzątania dziewczyny z serwisu roznosiły ulotki po obcych domach. Tak wyglądała jedna z metod werbowania kolejnych wymagających sprzątania rezydencji amerykańskich. Co więcej, była to okazja do porozmawiania z potencjalnymi klientami, którzy zaciekawieni ofertą wypytywali o szczegóły. Niestety Patrycja nie znając odpowiednich słów po angielsku rzuciła tylko na odchodne pewnemu Amerykaninowi hasło „Polaaand". Mężczyzna od razu pojął, co oznaczają zawieszane na klamce ulotki.

PORANKI U PRZYSTOJNIAKA

Ilekroć dziewczyny wchodziły do środka, tylekroć witał ich elegancki i wyperfumowany pan domu. Niedawno jego żona urodziła pierwsze dziecko - córeczkę, która stała się oczkiem w głowie całej rodziny. Ze względu na dziecko nie odkurza się na pierwszym piętrze w porze jego snu. Ponadto wannę myje się octem, a nie środkami chemicznymi, co mogłoby według pani domu podrażnić skórę dziecka.

Świeżo upieczeni rodzice mają zamiar dać swojej córeczce na imię Isabel, co wywołało zadowolenie Izy z Radomia. Kiedy się o tym dowiedziała, od razu dała znać pani, że to ładne imię. Od tego momentu żona przystojniaka wie, jak Iza ma na imię. Większości klientów nasze imiona są nieznane.

Wkrótce żona przystojniaka uznała, że dziewczyny zagrażają życiu jej dziecka. Wszak kabel od odkurzacza był obok łóżeczka. Na tym zakończyła się ingerencja w jej domowym królestwie.

PORZĄDKI NA WYSOKIM POZIOMIE

Przejeżdżając zatłoczonymi ulicami centrum Chicago dziewczyny komentują zazwyczaj odmienności kulturowe maszerujących tłumów. Ich oryginalność nie zna granic, robią wszystko, aby uciec od zwykłości i bylejakości. Krytyczne opinie o skrajnych stylach przechodniów, ich ekscentrycznych fryzurach i dziwacznych zachowaniach najlepiej podsumowują słowa Izy: czego to jeszcze ludzie nie wymyślą.

Jeden z serwisowych apartamentów znajduje się na trzydziestym piątym piętrze przy Clark Street. To najwyższa wysokość, na której zdarzyło się sprzątać góralkom. Mieszkanie ma charakter nowoczesnej garsoniery, której centralnym miejscem jest okno z widokiem na jezioro Michigan. W tym miejscu góralki muszą się spieszyć z robotą, bo Grace przeważnie czeka na ulicy w samochodzie z włączonymi światłami awaryjnymi. O tej porze dnia nie da się zaparkować w centrum.

- Dziewczyny, szybko, patrzcie! - zawołała Becia. - Tam jest goły facet! Chodzi na golasa po pokoju i gada przez telefon!

Pokazała na przeciwległy apartament.

Elżbieta Wadowska

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/10/30