Wicemarszałkowie Małopolski wożą się do pracy za nasze pieniądze
30.10.2009
Z powodu kryzysu kazali oszczędzać podległym sobie instytucjom kulturalnym i jednostkom, jednak nie zamierzają szukać oszczędności na własnym podwórku. Wicemarszałkowie Małopolski i członkowie zarządu województwa codziennie po pracy w Krakowie wracają do domów służbowymi autami. Roman Ciepiela do Tarnowa, Leszek Zegzda do Nowego Sącza, Marek Sowa do Oświęcimia, a Wojciech Kozak do Wieliczki.
Wszystkim członkom zarządu województwa służbowe samochody przysługują od lipca 2008 r. Marszałek i wicemarszałkowie mają do dyspozycji kierowców, pozostali prowadzą sami. Marszałkowie krążą po całym województwie, jeżdżą na regionalne imprezy, ważne wydarzenia - to zrozumiałe, bo taki charakter ma ich praca. Jednak to, że po pracy nadal użytkują służbowe auta, może zaskakiwać.
Służbowe pojazdy dla zarządu kosztują małopolskich podatników ok. 94 tys. zł rocznie, z czego 73 tys. zł to koszt paliwa. Kosztują też naprawy - na przykład w tym roku Wojciech Kozak zdążył już dwukrotnie rozbić swój samochód służbowy.
Sprawą wykorzystywania samochodów służbowych do dojazdów do domu przez członków zarządu województwa zainteresowali się ostatnio radni sejmiku małopolskiego. Renata Godyń-Swędzioł z Prawa i Sprawiedliwości złożyła w tej sprawie interpelację. - Zostałam jednak wyśmiana - mówi radna. - Jak się chce oszczędzać, to trzeba zacząć od siebie - podkreśla.
Marek Sowa tłumaczy jednak, że samochód to też miejsce pracy. - Nie wychodzimy z pracy przed godziną 19, a wracając do domów często załatwiamy sprawy przez telefon - wyjaśnia. Jego zdaniem koszty służbowych aut są dobrze skalkulowane, a kierowcy dwóch wicemarszałków mieszkają w tych samych co oni miejscowościach - władze województwa oszczędzają więc na ewentualnych powrotach szoferów do Krakowa.
- W całej Polsce tak jest, we wszystkich urzędach marszałkowskich - podkreśla Marek Sowa.
Faktycznie - na przykład marszałek województwa mazowieckiego Adam Struzik dojeżdża służbowym autem do Warszawy z odległego o 110 km Płocka. Jednak, jak pokazują przykłady z Małopolski, oszczędności w tej dziedzinie są jak najbardziej możliwe. Wicemarszałkowie poprzednich kadencji dojeżdżali do pracy własnymi autami, na swój koszt.
- Służbowy samochód miał tylko marszałek - wspomina Andrzej Sasuła, były wicemarszałek, który przez osiem lat (1998-2006) codziennie pokonywał 62 km z Makowa Podhalańskiego do Krakowa i z powrotem. - Żadnemu z zastępców do głowy nie przyszło, żeby za dojazd do pracy brać pieniądze, ryczałt czy coś podobnego. Dojazd i powrót do Krakowa to była prywatna sprawa pracownika - dodaje Sasuła.
Wzorem może tu być także były wojewoda małopolski Jerzy Miller, który do pracy dojeżdżał swoim autem i dopiero potem przesiadał się do służbowego. Rygorystycznie tego przestrzegał. - Dość często zdarzało mu się też jeździć prywatnym samochodem na weekendowe spotkania, mimo że przysługiwał mu służbowy pojazd z kierowcą - przyznaje Małgorzata Woźniak, rzeczniczka wojewody. - Moim zdaniem, osoby pełniące funkcje publiczne, zwłaszcza w obliczu tak głębokiego kryzysu finansowego, powinny starać się obniżać koszty - podkreśla Grażyna Kopińska z Fundacji Batorego. - Pewnie nie są to duże kwoty, ale jest to sygnał dla wyborców, że ich pieniądze są wydawane lekką ręką - dodaje Kopińska.
Piotr Odorczuk
Zarząd jeździ
Liczba kilometrów przejechanych w tym roku przez poszczególnych członków zarządu województwa małopolskiego:
• marszałek Marek Nawara 6.040 km (do 20 lutego, kiedy miał wypadek) - mieszka pod Krakowem
• wicemarszałek Roman Ciepiela 43.300 km - mieszka w Tarnowie
• wicemarszałek Leszek Zegzda 52.000 km - mieszka w Nowym Sączu
• członek zarządu Marek Sowa 24.697 km - mieszka w Oświęcimiu
• członek zarządu Wojciech Kozak 21.245 km -mieszka w Wieliczce
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/10/30

