Już 30 lat trwa walka o naprawę drogi w Rabce
17.11.2009
Rafał Dziadkowiec wraz z grupą mieszkańców z ulicy Zakopiańskiej (bocznej) w Rabce-Zdroju nie może się doprosić od magistratu remontu drogi prowadzącej do ich domów. Sprawa ciągnie się już - bagatela - od 30 lat. Wtedy mieszkańcy wystosowali pierwsze pismo do Urzędu Miasta. Magistrat zaś odpowiada, żeby mieszkańcy uzbroili się w cierpliwość, bo na nową drogę przyjdzie im jeszcze zaczekać. Ile - tego nikt nie wie.
Bita droga mająca ok. 500 metrów prowadzi do siedmiu gospodarstw. Ostatnia pomoc miasta skończyła się jedynie na wysypaniu auta grysu, który mieszkańcy już musieli rozsypać i wyrównać sami. Po kilku tygodniach dziury wróciły. Dziadkowiec zapowiada, że teraz, skoro urząd tak z nimi postępuje, nie zamierza płacić podatku drogowego od dwóch aut ciężarowych. Rocznie za oba wozy na tzw. poprawę infrastruktury drogowej do urzędu zanosi ok. 2 tysięcy złotych.
- Jaka to jest poprawa infrastruktury, skoro jeżdżę po takiej drodze - mówi Dziadkowiec. - Codziennie przejeżdżam po kilka razy dziennie po tej drodze.
Samochody mają ustawicznie uszkodzone zawieszenia, a każdy wyjazd na miasto zaczynam od myjni samochodowej, bo pełno tu błota.
W tamtym roku, jak mówi Dziadkowiec, Urząd Miasta dał auto grysu, który rozsypywali sami mieszkańcy. Kosztowało to 4 tysiące złotych wraz z remontem przepustów.
- Łatwo wywnioskować, że za dwuletni mój podatek miasto zrobiło nie tak wiele - twierdzi mieszkaniec Rabki.
Jak przekonuje Dziadkowiec, cała jego rodzina ma firmy i płaci nie tylko podatek drogowy, ale i inne.
- Nie wierzę już w żadne obietnice samorządowców. Przed wyborami obiecywali wiele i co z tego - mówi rozżalony. - Na pewno sprawdzę, co tym razem będą mówili, jakie remonty będą obiecywali.
Sprawa ulicy Zakopiańskiej dobrze znana jest wiceburmistrzowi Robertowi Wójciakowi. Dojazd do kilku gospodarstw jest ujęty w harmonogramie remontów dróg na terenie miasta. O konkretnym terminie nie ma jednak mowy.
- W tym roku na pewno już się to nie uda - mówi Robert Wójciak. - Trzeba przygotować dokumenty i opracować wstępny kosztorys. Później będzie czas na ogłoszenie przetargu. Musimy uzyskać też niezbędne zgody, a to wymaga czasu. Będziemy te procedury realizować w przyszłym roku, a kiedy rozpocznie się dokładnie remont Zakopiańskiej bocznej, to ja w tym momencie nie mogę powiedzieć.
Jak twierdzi wiceburmistrz Wójciak, na drodze nie jest uregulowana również do końca kwestia własnościowa.
Józef Słowik
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/11/17

