Dziki handel w Krakowie nadszarpnął góralską opinię
19.11.2009
Mieszkańcy Krakowa są oburzeni. - To miejsce porównywalne jest z placami apelowymi obozu w Auschwitz czy z zakopiańskim Palące - zauważają. - Nie rozumiemy, dlaczego straż miejska nie reaguje. Plac Bohaterów Getta to nie Kleparz, ani targ pod Gubałówką!
Sprawdzamy doniesienia. Poniedziałkowe przedpołudnie. Przy dawnym placu apelowym getta stoją dwa czarne samochody z zakopiańskimi rejestracjami. W środku siedzą ludzie, wciśnięci pomiędzy wielkie, bazarowe torby.
- To handlarze. Czekają na wycieczki - tłumaczy jeden ze sklepikarzy, który chce zachować anonimowość. Gdy na plac podjeżdżają autokary, górale ruszają ze swoimi wyrobami. Obwieszeni skarpetami, atakują tych, którzy przychodzą tu po chwile zadumy.
Inny mężczyzna obserwujący górali stwierdza, że jeśli ktoś czegoś z tym nie zrobi, to niebawem handel rozpocznie się także na terenie obozu w Płaszowie, a i może na terenie Auschwitz-Birkenau, czy w zakopiańskim Palace.
Istnienie problemu potwierdzają organizatorzy wycieczek dla grup z Izraela.
- Górale pojawiają się nagle i po kilku chwilach już ich nie ma - opowiada Adam Szczepaniak, przewodnik. - Ich zachowanie bywa uciążliwe, a przede wszystkim buduje negatywny obraz Krakowa w oczach gości.
Zagadujemy górali, dlaczego robią to akurat tutaj. Handlarze nie chcą rozmawiać, nie chcą też pokazać pozwoleń na handel.
Obserwując jak pracują, nie mamy wątpliwości, że handel w tym miejscu im się opłaca. Sprzedawane towary cieszą się popytem wśród turystów.
- Nasi goście często przywożą ze sobą tylko cienkie ubrania, więc w mroźny dzień wełniane czapki bywają przydatne - przyznaje Szczepaniak.
Handel górali nie podoba się też radnym z krakowskiego Podgórza. Twierdzą, że pi. Bohaterów Getta ma określony charakter i nie może stać się targowiskiem. Prowadzenie działalności gospodarczej w miejscu
publicznym wymaga szeregu zezwoleń. Niezbędna jest m.in. zgoda Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu na zajęcie pasa ruchu, a takich zezwoleń górale nie mają.
Dlaczego nikt nie utrudniał działalności dzikim handlarzom? Z prostej przyczyny. Trzeba ludzi złapać na gorącym uczynku - komentują strażnicy. A to jest bardzo trudne.
Po naszych interwencjach w końcu się udało. Kiedy wczoraj pojawiliśmy się na placu, strażnicy legitymowali handlującą góralkę.
Piotr Malinowski
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/11/19

