Śledczy kończą sprawę wybuchu
27.11.2009
- Niech wreszcie sąd powie, kto dopuści! się zaniedbań, które mogły pociągnąć jeszcze więcej ofiar - mówią mieszkańcy Waksmundzkiej.
Według Zbigniewa Gabrysia, zastępcy prokuratora rejonowego w Nowym Targu, postępowanie powinno być zakończone w całości lub w części do końca bieżącego roku. Do prokuratury dotarło już kilka tomów ekspertyz, które mają przyczynić się do wyjaśnienia, w jaki sposób doszło do eksplozji.
- Nie wykluczamy, że postawione zostaną wtedy kolejne zarzuty - wyjaśnia Zbigniew Gabryś. - Sprawa jest prowadzona pod kątem sprowadzenia powszechnego zagrożenia dla życia i zdrowia ludzi.
Do tej pory prokuratura postawiła już zarzuty czterem pracownikom Karpackiej Spółki Gazowniczej. Zarzuciła im nieumyślne doprowadzenie do katastrofy budowlanej, w której zginęły dwie osoby.
Bożena Malaga-Wrona, rzeczniczka KSG, z decyzją prokuratury nie chce dyskutować. Uważa jednak, że jej koledzy są niewinni, a udowodnią to na pewno w sądzie.
Kazimierz Krawczyk, szwagier dziewięćdziesięcioletniej właścicielki domu, która zginęła w wybuchu, jest przekonany, że to nie tylko robotnicy gazowni są winni całego zdarzenia. Krawczyk ma swoją wersję wydarzeń i uważa, że główną odpowiedzialność za wybuch ponosi, jeden z mieszkańców Waksmundzkiej, który niezgodnie z przepisami technicznymi podłączył gaz do swojego domu. - Prokuratura bada zapewne i ten wątek - mówi Krawczyk.
Fakty są takie, że rurę z gazem uszkodzili pracownicy Miejskiego Zakładu Wodociągów i Kanalizacji, którzy usuwali awarię. Gdy poczuli zapach gazu, wezwali zakład gazowniczy. Potem nastąpił wybuch.
Józef Słowik
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/11/27

