Teraz w Suskim naciągają na „wnuczka" i na „policjanta"
03.12.2009
Pierwszą ofiarą naciągacza padła 77-letnia mieszkanka Suchej Beskidzkiej. Zadzwonił do niej mężczyzna, który przedstawił się jako krewny, który właśnie spowodował wypadek drogowy. Tłumaczył, że na remont samochodu potrzebuje 30 tys. zł i że po te pieniądze przyśle swojego kolegę, bo on sam nie może przyjechać. Kobieta jednak nie dała się nabrać i odmówiła pożyczenia jakichkolwiek pieniędzy Tego samego dnia zadzwonił telefon 89-letniej mieszkanki Jordanowa. Telefonujący do niej mężczyzna tłumaczył, że jest policjantem, i że właśnie zatrzymał jej krewnego. Powiedział, że jak chce, by go wypuszczono, to musi zapłacić cztery tysiące złotych. Po chwili zapukał do jej drzwi. - Wystraszona kobieta zapłaciła żądaną sumę - mówi Jerzy Siwiec, rzecznik suskiej policji. Naciągaczy nie udało się złapać. Nie wiadomo, czy za tymi dwoma przypadkami stoją ci sami sprawcy.
(tam)
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/12/03
