Zakopane — portal z-ne.pl

Nie wiadomo, co zrobić z hodowcą i owcami

19.12.2009

Nie wiadomo, co zrobić z hodowcą i owcami

Rozżalona sąsiadka Mariana C. dziwi się, że nie ma możliwości prawnych, aby zaradzić tragedii zwierząt. O sprawie poinformowała działaczy Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami w Nowym Targu.

- Słyszałam, że przed rokiem został skazany przez sąd za nieodpowiednie traktowanie owiec, ale nic się nie zmieniło. Dalej te zwierzęta chodzą po lasach i szukają pożywienia. Nie tylko ja się dziwię, że nikt nic z tym problemem nie zrobił, ale także inni mieszkańcy Krościenka - zaznacza sąsiadka Mariana C.

Maria Wojtasiewicz, prezeska nowotarskiego TOnZ, rozkłada ręce przypominając, że sprawa owiec ciągnie się już 7 lat. - Sąd nie uznał naszego wniosku o odebranie hodowcy zwierząt i pozostawienie mu jedynie 20 sztuk - wyjaśnia Wojtasiewicz. - Nie mamy pieniędzy na bieżącą działalność, a co dopiero, aby zabrać mu te zwierzęta.

Bogdan Kijak, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Nowym Sączu, sprawę Mariana C. zna. Tamtejszy sąd rozpatrywał jego zażalenie na ostatni wyrok, w którym nowotarski sąd za łamanie ustawy o ochronie zwierząt skazał go na 6 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata. Sąd w Nowym Sączu jednak utrzymał wyrok pierwszej instancji. Marian C. był już za podobny czyn skazany.

W trakcie rozpraw Marian C. wielokrotnie powtarzał, że zarzuty wobec niego wynikają z zawiści sąsiadów, którzy zazdroszczą mu, że posiada tyle zwierząt.

Stanisław Gawęda, wójt Krościenka, problem hodowcy z jego gminy zna doskonale. Jednocześnie przypomina, że rolnikowi była już udzielana pomoc. Z pieniędzy gminy była zakupiona szczepionka na świerzb. - Niedawno chcieliśmy zakupić dla tych zwierząt jakąś paszę, ale właściciel nie chciał tego - wyjaśnia wójt Gawęda. - Tłumaczył, że sprzedał 30 owiec i za te pieniądze kupił siano w Pienińskim Parku Narodowym.

Wójt zapewnia, że jego pracownicy trzymają rękę na pulsie i w obejściu pana C. pojawiają się co jakiś czas. Gdy słyszy od nas jednak, że problem jest nierozwiązany, obiecuje zlecić kolejną kontrolę.

Gawęda odbija piłeczkę w stronę Regionalnego Związku Hodowców Owiec i Kóz. Jan Janczy, dyrektor związku, przekonuje, że dopóki nie będzie decyzji sądu lub wójta o odebraniu zwierząt, on nic w tej sprawie nie może zrobić. - Najlepszym rozwiązaniem byłoby sprzedanie owiec - mówi Janczy.

Józef Słowik

Cezary Wyszyński z fundacja Viva

Sąd w 90 procentach tego typu spraw decyduje najczęściej o przepadku zwierząt. Nie wiem, dlaczego w tym wypadku sąd tak nie orzekł, zważywszy, że wcześniej miał podobny wyrok.

Sąd może zakazać również prowadzenia tego typu hodowli. Biorąc pod uwagę, że sąd nie powinien już dawać wiary temu, co mówi ten hodowca, gdyż nie poprawił warunków ich bytowania. O odebraniu ich właścicielowi może również zdecydować wójt, ale to on wtedy ponosi koszty ich utrzymania. Przy tej ilości na pewno to jest kosztowne i wójt pewnie nie chce podjąć takiej decyzji.

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/12/19