Dawniej wigilia i święta były bardziej tradycyjne
24.12.2009
O tradycji bożonarodzeniowej doskonale wie Stanisława Wiercioch z rodziny bacowskiej, w której do dziś nie ma mowy, by choinkę ubierać na kilka dni przed Wigilią. Jak nakazywała tradycja, w samą Wigilię kobiety zajmowały się od rana przygotowaniem potraw, a gazda z dorosłymi synami szedł do lasu wyciąć dorodną jedlickę, bo ona najmocniej pachniała. Dekoracje były robione ręcznie w domu. Wieszano papierowe łańcuchy, jabłka, orzechy i ciasteczka, oświetlano ją świeczkami. Łakoci nie było pod dostatkiem, więc tak ubrana choinka nie zawsze doczekała do końca świąt w pełnej krasie.
Okres bożonarodzeniowy u pienińskich górali rozpoczynał się w wigilię Św. Łucji, patronki baców, i trwał aż do Trzech Króli. W dzień św. Łucji dzieci hałasowały czym popadło, tłuky garnkami i przykrywkami, by wyprosić u baców możliwość złożenia im życzeń. Kiedy przekroczyły już próg domu, mówiły: przyśli my zycyć zdrowio i radości dla twoi chudobie, łowiec i tobie.
- Gaździny dbały, by na stole było dwanaście dań, a wieczerzę wigilijną rozpoczynano, gdy na niebie ukazała się pierwsza gwiazda - opowiada Stanisława Wiercioch. - Gazda snopeczek słomy stawiał w kącie, a sianko kładł na stole i pod choinką. Na stole pokrytym białym obrusem stawiano talerz ze zbożem, bobem, a na wierchu opłatek. Nie zapominano o zwierzynie w oborze. Resztki jedzenia i kolorowy opłatek odkładano do wiaderka.
Potrawy były tradycyjne, z pola, lasu i obory - kapusta z grochem i pęcokomi (rodzaj kaszy), zupa grzybowa z kluskami, piechota ze śliwkami (fasola), barszcz z uszkami, pierogi z jabłkami, borówkami i na parze, gołąbki z ryżem i grzybami, pomula z gruszek (zalewajka), łazanki z kapustą, ryba złowiona w Dunajcu lub w Grajcarku i kompot z suszonych owoców. Po wigilii kończono ubierać choinkę, śpiewano kolędy i przygotowywano się do pasterki.
Dzieci cieszyły się, kiedy za oknem zobaczyły gwiazdę i kolędników. Za kolędę dostawały ciasto i cukierki. Nie było mowy o dawaniu pieniędzy.
Szczawnica od połowy XIX wieku była już znanym kurortem. Jednak trudno szukać w zapiskach i dokumentach z tego okresu wzmianki o tradycji świąt wśród gości uzdrowiskowych, bo za czasów Józefa Szalaya zimą ich nie było. Sezon trwał od wiosny do jesieni.
Stanisław Zachwieja
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2009/12/24

