Policja nie chce pomagać napastowanym ofiarom
12.01.2010
Policja chwali się, że jest w stanie szybko ustalić sprawcę alarmu bombowego, tymczasem od roku nie udaje jej się wykryć, kto nęka obraźliwymi SMS-ami panią Barbarę z Krakowa.
Kobieta pierwszego niepokojącego SMS-a dostała zimą 2009 roku. Ktoś jej ubliżał. Myślała, że to pomyłka. Tymczasem jej komórka, została wręcz zasypana podobnymi wiadomościami. Ich autor dał do zrozumienia, że ją zna. Wiedział, gdzie się urodziła i gdzie mieszka. Słał wiadomości, że widzi, gdy ona wychodzi z domu. Jakby tego było mało, podobne SMS-y zaczęły przychodzić do męża i syna kobiety. Ostatnio zaczęła je dostawać także narzeczona syna.
- Nie mamy pojęcia, kto wysyła te świństwa - mówi Bartek, syn pani Barbary. - Prosiliśmy o pomoc policję, ale nie chcieli zająć się sprawą. Mijają miesiące i jest coraz gorzej. Nie pomogło, że zmieniliśmy komórki. Na nowe numery znowu przychodziły SMS-y, głuche telefony.
Sprawca wysyła wiadomości i dzwoni z różnych telefonów. - Chyba ze 40 razy zmienił już kartę i operatora - dodaje narzeczona Bartka. - Ostatnio zadzwonił do mnie i groził, że rozprawi się z całą rodziną - stwierdza. - Nie wiemy już, co robić.
Mama Bartka jest przerażona. Panicznie boi się wychodzić sama z domu. Dlaczego policja zostawiła rodzinę na pastwę natręta? - Zajęliśmy się sprawą i przekazaliśmy ją prokuraturze - mówi Dariusz Nowak, rzecznik policji. - Aby odpowiedzieć, dlaczego postępowanie zostało umorzone, musimy zapoznać się z aktami - zaznacza.
Rzecznik dodał, że sprawdzenie niezarejestrowanego telefonu i karty jest utrudnione, ale nadawca takich SMS-ó w czy telefonów nie jest bezkarny.
Dlaczego więc do dziś nie udało się ustalić, kim jest natręt? Prokuratura tłumaczy się dość kuriozalnie. Krystyna Nowak-Imielska, zajmująca się sprawą mówi nam, że postępowanie zostało zakończone tylko formalnie, z powodu... niewykrycia sprawcy. - Nie znaczy to jednak, że już się sprawą nie zajmujemy Wkrótce będziemy sprawdzać billingi połączeń telefonicznych.
Na tym etapie śledztwa nie mogę ujawnić nic więcej - zaznacza prokurator Nowak-Imielska.
Takiej postawie organów ścigania sprzyja nieprecyzyjne prawo i słaba znajomość problemu. Uporczywe telefony, SMS-y, listy i e-maile, śledzenie, obserwowanie i nękanie, wywołujące strach ofiar, to coraz szersze zjawisko zwane stalkingiem. W Wielkiej Brytanii, Holandii i w Niemczech jest uznawane za formę naruszenia wolności osobistej.
W Polsce problem ciągle jest bagatelizowany, choć posłowie w grudniu ub. roku obiecali nam zmiany w prawie. Z badań wynika, że w naszym kraju mogą być dziesiątki, a nawet setki tysięcy ofiar takiego nękania.
Anna Agaciak
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2010/01/12
