Zakopane — portal z-ne.pl

Z hukiem nad głową, przychodzi ulga

15.01.2010

Z hukiem nad głową, przychodzi ulga

Uczniowie trzeciej klasy wojskowej jako pierwsi na Podhalu szkolą się na prawdziwych komandosów. Od tego roku także skaczą ze spadochronem. Klasa o profilu wojskowym powstała w Nowym Targu trzy lata temu. Jej uczniowie dumnie przywdziewają wojskowe mundury i szkolą się na przyszłych żołnierzy zawodowych podczas zajęć pozaszkolnych. - Na początku ludzie myśleli, że jesteśmy z poboru - mówi o reakcjach nowotarżan Jakub Knap, uczeń. - Pytali, ile jeszcze do końca. Odpowiadaliśmy, że trzy lata - śmieje się.

Tyle właśnie trwa nauka w klasie wojskowej liceum. W trzeciej klasie przyszedł czas na zajęcia spadochronowe. Udział w nich jest dobrowolny, jednak nie każdy może skakać z samolotu. Najpierw trzeba przejść specjalistyczne badania. Dopiero potem droga w chmury staje otworem.

- „Co ja tu robię" myślałem sobie na początku - opowiada o pierwszym skoku Jakub. - Jak już się skoczy, to jest lepiej. Gdy się czasza otworzy, przychodzi ulga. To znaczy, że wszystko działa, że żyjemy. Drugi skok jest gorszy, jak człowiek już wie, co go czeka - dodaje.

Do tej pory skoczkowie z Nowego Targu oddali najwyżej dwa skoki. Pierwsze młodzi komandosi wykonali w listopadzie ubiegłego roku. Do matury planują oddać co najmniej dziesięć. Nie zawsze jest to możliwe ze względu na pogodę. W grę wchodzą też koszty. Szkolenie i pierwsze skoki na podkrakowskim Pobiedniku co prawda współfinansowała szkoła, jednak jest to droga zabawa. Koszt jednego skoku to około trzystu złotych.

- Być może uda się skakać w Nowym Targu - mówi Knap. - Byłoby bliżej.

Umiejętności nabyte podczas zajęć spadochronowych młodzież planuje wykorzystać w dalszej karierze. Co prawda nie każdy z nich chce zostać wojskowym, ale takie doświadczenie nie pójdzie na marne.

- Planuję studia na medycynie - mówi inny uczeń klasy wojskowej Mateusz Dubas. - Przez skoki ze spadochronem mogłem się wiele o sobie dowiedzieć.

Poza skokami uczniowie klas wojskowych uczestniczą również w innych zajęciach. Obok strzelectwa i zajęć z pomocy medycznej ćwiczą się również we wspinaczce wysokogórskiej i nurkowaniu. O dziwo, spadochroniarstwo idzie im najlepiej.

- Najcięższa jest wspinaczka - mówi Mateusz. - To ogromny wysiłek kondycyjny. No i człowiek zastanawia się, czy linka asekuracyjna wytrzyma, czy nie.

- Przez te trzy lata doświadczyliśmy tyle nowego, że gdzie indziej nie byłoby to możliwe. No i w żadnej innej szkole nie ma skoków ze spadochronem czy nurkowania - przyznają zgodnie.

Łukasz Razowski

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2010/01/15