Wódka na studniówce to pedagogiczna klęska
18.01.2010
Wnosił Pan na studniówkę alkohol „za pazuchą"?
(milczenie) Jeśli sobie dobrze przypominam, to wznosiliśmy toast szampanem. Pijaństwo nie wchodziło w grę.
Dzisiaj maturzyści stawiają na stoły butelki z wódką za zgodą nauczycieli i rodziców.
To pedagogiczna klęska. Jeszcze można zrozumieć wypicie lamki wina, ale mocniejsze alkohole nie powinny się pojawiać na balu studniówkowym.
Przecież wszyscy wiedzą, że uczniowie i tak piją. Może lepiej niech robią to pod kontrolą.
Taka argumentacja mnie nie przekonuje. Pewnie, że znajdą się tacy, co zakaz złamią, ale są również uczniowie, którzy wiedzą, że pić nie wolno i przestrzegają tej zasady. Jeżeli dajemy im jasny komunikat, że można się napić, to niszczymy szkolną dyscyplinę, która przecież również czemuś służy.
No właśnie, czemu służy?
Choćby kształtowaniu charakteru. Choćby temu, że po skończeniu szkoły uczeń nie da się wciągnąć w nurt przeciętniactwa, że będzie wierzył w istnienie zasad, którym warto pozostać wiernym, o które warto walczyć.
I osiągniemy to, nie pozwalając maturzystom na picie wódki na studniówce?
Ja nie chcę udawać, że problemu picia na studniówkach nie ma. Jeżeli uczniowie będą chcieli się napić, to zawsze znajdą na to sposób. Ale muszą mieć świadomość, że zrobią to, łamiąc pewne zasady. Pedagog nie może kierować się myśleniem, że skoro maturzyści piją po kątach, to trzeba zalegalizować sprawę. Takie myślenie do niczego dobrego nie prowadzi.
Mamy w końcu do czynienia z ludźmi pełnoletnimi.
Jestem ostatnią osobą, która ingerowałaby w wolność drugiego człowieka, ale do wolności trzeba ludzi przygotować. Przyzwolenie na picie alkoholu świadczy o jednym, że mamy z czymś problem i nie potrafimy sobie z nim poradzić, zatem zalegalizujmy i kropka. Utwierdzamy uczniów w przekonaniu, że bez alkoholu bawić się nie można. Znacznie trudniej przekonać młodych ludzi do pewnych wartości, aby uznali je za swoje. Do tego, że coś jest dobre i że budowanie świata, w którym wszystko wolno, jest budowaniem zamków na piasku.
Zdarzają się sytuacje, że nauczyciele popijają z uczniami, albo że ich nie obowiązuje zakaz picia na studniówce.
Takie sytuacje nie powinny mieć miejsca. Na wszystko jest odpowiedni czas. Jak ktoś nie potrafi bawić się na trzeźwo, to znak, że ma problem i powinien coś z nim zrobić. Przykład idzie z góry. Jeżeli uczeń widzi swojego nauczyciela popijającego wódkę, to sam czuje się rozgrzeszony z przestrzegania obowiązujących zasad i zakazów.
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2010/01/18

