Zakopane — portal z-ne.pl

Spółka komunalna to nie jest kawiarnia

19.01.2010

Radni Krościenka chcą, by ich gmina wystąpiła z Podhalańskiego Przedsiębiorstwa Komunalnego, które odbiera ścieki od mieszkańców gminy. Zobowiązali wójta do przygotowania stosownej uchwały.

Jak informowaliśmy przed miesiącem, radnych w Krościenku zszokowała przede wszystkim tegoroczna dopłata gminy do ceny ścieków, która sięga 750 tys. zł. Według nich, pieniądze te powinny być przeznaczone na inwestycje w gminie, a nie wpłynąć do kasy PPK. Sytuację w radzie zaognił zwłaszcza fakt, że w tym roku PPK nie wykona wyczekiwanej kanalizacji w Grywałdzie.

Radny Wiesław Kwiatek, wnioskodawca uchwały, mówi, że funkcjonowanie gminy jako akcjonariusza w spółce, z której nie ma żadnej korzyści, jest nie do przyjęcia. Na takie zarzuty Stanisław Gawęda, wójt Krościenka, odpowiada, że spółka PPK to nie kawiarnia, do której się wchodzi i wychodzi bez żadnych zobowiązań i konsekwencji.

Radnego Kwiatka rozsierdziła informacja wójta, że kanalizacja w Grywałdzie będzie robiona nie z pieniędzy PPK, ale z budżetu gminy. - W takim razie po co być udziałowcem w spółce, z której nie mamy żadnych korzyści? - pyta Kwiatek. - Nie dość, że dopłacamy do ścieków odbieranych przez PPK, to jeszcze zapłacimy za budowę kanalizacji, którą trzeba będzie PPK przekazać. A przecież cały czas mówiło się o tym, że po wejściu gminy do spółki PPK zrobi nam kanalizację.

Stąd inicjatywa radnych, którzy zobowiązali wójta do przygotowania na najbliższą sesję uchwały o wystąpieniu ze spółki Podhalańskie Przedsiębiorstwo Komunalne.

- Trzeba pamiętać, że realizując pierwszy etap kanalizacji na Podhalu, spółka w całości wywiązała się z zadania - twierdzi Gawęda. - Decyzja w sprawie wystąpienia ze spółki i tak ostatecznie należeć będzie do radnych. Nie mogą oni jednak zapominać, że gmina będzie musiała ponieść konsekwencje tego, przede wszystkim finansowe.

Gawęda, twierdzi, że nic nie stoi na przeszkodzie temu, by kanalizację w Grywałdzie, która może kosztować nawet 4 mln zł, wykonała gmina. - Może to potrwać kilka lat, lecz sprawa ruszy z miejsca, bo mamy całą niezbędną dokumentację - zaznacza wójt. - Teraz, gdy PPK na razie nie ma takich planów, możemy zacząć robić kanalizację sami.

Marek Kokoszka, prezes PPK, nic nie wie o planach krościeńskich radnych, ale - jak mówi - daleki jest od tego, by namawiać do wchodzenia lub wychodzenia ze spółki.

- Nie wiem, czy będzie możliwe wyjście z przedsiębiorstwa przez najbliższych pięć lat w związku z inwestycjami, jakie były realizowane przez PPK w gminie - mówi Kokoszka. - Na pewno gmina poniosłaby skutki finansowe. Nie jest jedynie jasne, ile musiałaby zwrócić. Mówimy o 4 mln albo 70 mln zł.

Józef Słowik

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2010/01/19