W Małopolsce powstaną pierwsze klasy dla 6-latków
20.01.2010
Klasy tylko dla sześciolatków i wielka kampania promocyjna - tak urzędnicy chcą zachęcać rodziców, by posyłali dzieci w tym wieku nie do zerówki, ale, zgodnie z założeniami reformy edukacji, do pierwszej klasy. Od września otwarte zostaną w krakowskich szkołach podstawowych oddziały, w których będzie miejsce dla około i 250 sześciolatków. Obecnie w całej Małopolsce nie ma ani jednej szkoły podstawowej, w której istnieje klasa pierwsza złożona tylko z dzieci sześcioletnich.
Z około 6 tysięcy krakowskich sześciolatków zaledwie 166 uczy się w pierwszych klasach. Reszta chodzi do zerówki.
W Nowym Sączu do szkół z ok. 620 sześciolatków tylko 45 to uczniowie klas pierwszych. W Tarnowie około 15 maluchów z tysiąca to pierwszaki, w Oświęcimiu ponad 10 dzieci z 319 urodzonych w 2003 roku. W Zakopanem żaden z rodziców nie zdecydował się posłać dziecka rok wcześniej do szkoły.
Nic dziwnego, że rodzice, którzy od ubiegłego roku mają możliwość posyłania maluchów do szkół, podeszli do tego z niechęcią. Ministerstwo Edukacji co chwilę zmieniało założenia reformy wprowadzając tym samym nieustanny chaos. Przygotowanie małopolskich podstawówek też pozostawia wiele do życzenia.
Z raportu, który na początku zeszłego roku przygotowało Małopolskie Kuratorium Oświaty, dowiedzieć się można było, że w skali od 1 do 5 krakowskie szkoły mają troję z gotowości na przyjęcie maluchów. A im dalej, tym gorzej - podkrakowskie i chrzanowskie szkoły dostały 2,5. Więcej ocen kuratorium nie ujawniło, by... nie piętnować szkół.
Teraz jednak urzędnicy muszą się zabrać do pracy. Obecnie to rodzice decydują czy posłać dziecko do szkoły, czy do zerówki, ale w 2012 roku wszystkie sześciolatki obowiązkowo pójdą do pierwszych klas.
Jeśli część rodziców nie zacznie już wysyłać maluchów do szkoły, za dwa lata dwa roczniki naraz wejdą w szkolne mury. System oświaty może tego zwyczajnie nie wytrzymać.
- Trudno sobie wyobrazić taką kumulację uczniów - mówi Stanisław Świerczek, dyrektor Wydziału Edukacji Urzędu Miasta w Tarnowie.
Część małopolskich urzędników chce więc zachęcać rodziców na różne sposoby.
Od września tego roku w 50 szkołach podstawowych w Krakowie powstaną klasy dla najmłodszych.
- W tych oddziałach nie będzie łączenia sześcio- i siedmiolatków - mówi Jan Żądło, dyrektor Wydziału Edukacji krakowskiego Urzędu Miasta. I dodaje, że dzieci będą się uczyły w odpowiednio przygotowanych salach lekcyjnych, gdzie nie zabraknie kącika do zabaw i stolików czy krzesełek dopasowanych do wzrostu dzieci.
Na urządzenie sal władze miasta chcą wydać 1,5 mln zł. Urzędnicy opracowują właśnie listę szkół, w których nowe oddziały będą otwarte. W lutym ma być gotowa.
- Ruszy też kampania promocyjna - informuje Żądło. Będą ulotki, konkursy i nakręcony w krakowskich szkołach film.
Akcję promocyjną prowadzi już Tarnów. - W przedszkolach pracownicy wydziału edukacji przekonują rodziców, by nie bali się szkół - mówi Świerczek. I dodaje, że po feriach zimowych ruszą w podstawówkach dni otwarte. - Dyrektorzy będą mogli pokazać, że ich szkoły są gotowe na przyjęcie maluchów - mówi. Tarnów chce na dostosowanie budynków dla najmłodszych wydać ponad 600 tys. zł. Kolejne 500 tys. zł pójdzie na remonty.
Także w Oświęcimiu do posyłania maluchów do szkół mają przekonywać nauczyciele w przedszkolach. Tymczasem Nowy Sącz nie będzie rodziców zachęcać ani zniechęcać.
- Nie musimy też wykładać wielkich pieniędzy na dostosowanie szkół, bo z powodu niżu demograficznego mamy coraz mniej dzieci - mówi dyrektor Wydziału Edukacji w Nowym Sączu. Waldemar Olszyński. Podobnie urzędnicy zakopiańscy, ci po informację i zachętę odsyłają rodziców do szkół.
Do pracy powinni się jednak zabrać, nie będzie bowiem łatwo przekonać rodziców. Robert Tomal z Krakowa nie pośle swojego 4,5-letniego syna Miłosza rok wcześniej do szkoły.
- To skracanie dzieciństwa - mówi. - I żadne kampanie promocyjne nic tu nie zmienią - dodaje.
Edyta Tkacz
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2010/01/20

