Zakopane — portal z-ne.pl

Czy nie można poprawić losu tych owieczek?

26.01.2010

Czy nie można poprawić losu tych owieczek?

Ogromny mróz, na jakim przebywają owce w jednym z gospodarstw w Krościenku, nie przyspieszył urzędniczych działań, aby zmienić los zwierząt. Sytuacja jest wręcz dramatyczna. Jednak według sąsiadów hodowcy to zagrożenie epidemiologiczne, a nie niska temperatura, powinno być powodem odebrania Marianowi C. z Krościenka stada owiec liczącego blisko 80 sztuk.

Jest niedziela, godzina 9 rano. Na termometrach w miejscu gdzie mieszka Marian C. - dwukrotnie skazany już za znęcanie się zwierzętami rolnik - jest minus 16 stopni. Większość z 80 sztuk stada noc spędza na wolnym powietrzu. Na szczęście mają siano. Nie wiadomo jednak, na ile go wystarczy. Lodowatą wodę piją z przerębli w pobliskim potoku. Marian C. uważa, że całe zamieszanie wywołane jest przez zazdrosnych sąsiadów.

- Od kilku lat po sądach mnie włóczą, do urzędów na mnie chodzą - opowiada ze łzami w oczach. - Chcą, żebym zlikwidował owce, bo dzieci przynoszą do domów na dywany to, co za owcami zostaje na drodze.

Marian C. zapewnia, że zwierzętom pomimo tak ostrego mrozu nic nie jest. - Przecież to owca górska - wyjaśnia. - Nie oddam ich za żadne skarby, bo to moje życie. Mogą mnie wziąć do Katynia, a owiec nie oddam.

Sąsiedzi Mariana C. uważają, że liczba owiec powinna być ograniczona. - Należy mu zostawić zaledwie kilka - mówi jeden z sąsiadów. - Teraz ma jeszcze siano, ale co będzie, gdy się ono skończy?

Jak tłumaczy zastępca prokuratora rejonowego w Nowym Targu Zbigniew Gabryś, którego jednostka prowadziła postępowanie przeciwko gospodarzowi, śledczy wystąpili do wójta gminy Krościenko z pytaniem, czy zrobi coś, aby zmienić obecny stan rzeczy. - Wójt odpowiedział nam, że gmina sfinansowała już zakup paszy oraz leków dla tych zwierząt - mówi Gabryś.

Wójt Stanisław Gawęda rozważał wydanie decyzji o odebraniu zwierząt, zwłaszcza na okres zimowy. Nie udało się jednak do tej pory znaleźć miejsca dla tego stada ze względu na jego stan zdrowotny. Tym samym wójt stwierdził, że nie da się nic więcej zrobić.

- Nikt nie chce zabrać schorowanych zwierząt. Inni hodowcy, boją się, że ich zwierzęta zarażą się chorobami pasożytniczymi - tłumaczy Gawęda.

Pojawiła się szansa, że owce mogą zostać zabrane gospodarzowi, gdyż stwarzają zagrożenie epidemiologiczne. Jednak według Barbary Zelek, powiatowego lekarza weterynarii, nie ma mowy o zagrożeniu. - Byliśmy tam na kontroli w ubiegłym roku. Wśród tych owiec nie ma choroby zakaźnej - mówi Zelek.

Urzędnicy odbijają piłeczkę od jednego do drugiego, gospodarz sobie nie radzi, a zwierzęta wciąż cierpią.

Józef Słowik

Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2010/01/26