Nauczycielska kasa z większymi stratami
27.01.2010
Dokumentów nie ma na to ani w kasie, ani w banku.
- Gdy rozpoczęto śledztwo, z konta kasy ktoś wypłacił 100 tys. zł -mówi Elżbieta Nowicka, która szefuje nowemu zarządowi kasy. - Pieniądze te zostały pobrane, ale w banku poinformowano nas, że nie ma już dokumentów, które pozwoliłyby wyjaśnić, kto pobrał te pieniądze, bo minął pięcioletni okres przechowywania ich w archiwum.
Nowicka dziwi się, że gdy sprawą zainteresowała się prokuratura, dokumenty kasy nie zostały w odpowiedni sposób zabezpieczone, a konto bankowe zablokowane. Do książeczki czekowej kasy dostęp miał każdy. 100 tys. podjęte z konta nie były nawet przedmiotem śledztwa.
Niestety, cały czas opóźnia się reaktywacja kasy. Okazało się również, że Związek Nauczycielstwa Polskiego nie zamierza pomagać nowemu zarządowi w prowadzeniu księgowości.
- Cały czas nie mamy statusu prawnego - wyjaśnia Nowicka. - Nie mamy numeru NIP ani REGON-u. Starostwo nie może nam w tym zakresie pomóc, bo nie ma takich możliwości prawnych. Utknęliśmy w martwym punkcie.
Ten martwy punkt zaczął coraz bardzie niecierpliwić członków kasy - nauczycieli. A jest ich ponad tysiąc. Lucyna Gera, nauczycielka z Bukowiny Tatrzańskiej, która wraz ze swoimi koleżankami nie może odzyskać udziałów w kasie, jest poirytowana całym zamieszaniem.
- Nie dość, że od kilku lat nie możemy doprosić się zwrotu wniesionych wkładów, to jeszcze, jak się dowiedziałam na spotkaniu, dostaniemy jedynie 70 procent - mówi Lucyna Gera.
Stanisława D., była księgowa, z konta kasy mogła wyprowadzić nawet ok. 650 tys. zł. Ostatecznie sąd udowodnił jej jedynie kradzież 54 tys. zł.
Z kasy korzystali nauczyciele, którzy wpłacali tam pieniądze, ale też tacy, którzy pożyczali różne sumy. Teraz, gdy kasa ruszy, będą musieli je odać.
Józef Słowik
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2010/01/27
