Lekarze: Mateusz ma dużą szansę wrócić do zdrowia
03.02.2010
11-latek, który w poniedziałek został potrącony przez autobus w Nowym Targu, będzie chodził, bo zmiażdżone nogi udało się ocalić przed amputacją.
To zasługa lekarzy ze Szpitala Dziecięcego w Prokocimiu, którzy przez 7 godzin walczyli, by 11-letni Mateusz nie musiał spędzić reszty życia na wózku inwalidzkim. Choć na ostateczne efekty trzeba będzie jeszcze poczekać, a rehabilitacja może potrwać nawet trzy lata, wszystko wskazuje na to, że chłopiec stanie o własnych siłach.
- Żeby tylko te nóżki syna były sprawne - mówi ze łzami w oczach Małgorzata Krauzowicz, mama chłopca. Choć rokowania są bardzo dobre, stres jeszcze jej nie opuszcza. - Mateusz to takie kochane dziecko, żywe, pełne energii. Tak lubi jeździć na nartach i grać w hokeja. Mam nadzieję, że nadal będzie mógł to robić-przyznaje.
O wypadku pisaliśmy wczoraj. Chłopiec stał na chodniku, kiedy najechał na niego autobus i przygniótł do betonowej podmurówki. Kierowca próbował uniknąć zderzenia z jadącą przed nim mazdą, która gwałtownie zahamowała przed przejściem dla pieszych. Wszystko działo się zaledwie 20 metrów od domu Mateusza. - Przecież on biedaczek nic niewinny, stał prawidłowo - mówi i wyciera łzy Janina Krauzowicz, babcia chłopca.
- Jedne dzieci zdążyły przejść, a on nie. Cały czas widzę ten gruz, żelastwo i jego pogniecione nóżki. Chłopiec został przewieziony helikopterem do Krakowa. Był w ciężkim stanie. Miał duże ubytki skóry, mięśni i kości, nóżki obficie krwawiły i wyglądały jak po wybuchu miny przeciwpiechotnej.
Docent Jacek Puchała, który kierował operacją, mówi, że najtrudniejsze było tempo działania i zaplanowanie taktyki: co zrobić najpierw, jakim sposobem. Specjaliści z Prokocimia zaczęli od nogi, którą lekarze w Nowym Targu przeznaczyli do amputacji.
- Podudzie i stopa nie muszą być ładne, ale muszą spełniać swoje funkcje - mówi doc. Puchała. - Musieliśmy skrócić obie nogi o kilka centymetrów, by pozaszywać rozerwane tkanki, ale u dzieci złamane kości szybko się goją i same przy tym wydłużają. Najważniejsze, że po zabiegu jest w nich nadal krążenie krwi. Czy wszystko się udało, będziemy wiedzieli za tydzień, pozostaje czekać w niepewności - dodaje Puchała.
Może się okazać, że ze względu na niedokrwienie pojawi się martwica pewnych obszarów skóry i mięśni i konieczne będą zabiegi uzupełniające. Mimo wszystko lekarze sami nie spodziewali się tak dobrych wyników.
- Nóżki są ciepłe, różowe, krew napływa i odpływa tak jak powinna - cieszy się doc. Puchała. Kiedy położył rękę na stopie chłopca to mały pacjent poczuł, że jest ciepła.
- Tym mnie zaskoczył. Tak samo jak tym, że sam poruszył palcami nogi. Nie wierzyłem, ale udało mu się - mówi z radością. Rodzice nie kryją wdzięczności.
- Dziękuję Bogu, że trafiliśmy na takiego człowieka - mówi pani Małgorzata, która nie opuszcza syna na krok. - Podziwiam Mateusza, bo jest bardzo spokojny. Nawet mnie pociesza, mówi, żebym nie płakała. Dopytuje tylko, czy z jego nóżkami będzie w porządku. Musi być dobrze. Damy radę.
Pracownicy oraz szefowie Miejskiego Zakładu Komunikacji w Nowym Targu mówią nie tylko o wielkiej tragedii chłopca, ale również o ogromnym nieszczęściu, które spotkało ich kolegę. Wszyscy twierdzą, że jako pracownik był bardzo sumienny.
- Do emerytury pozostały mu ledwie trzy lata - mówi Krzysztof Antos, dyrektor nowotarskiego MZK. Miał opinię osoby, która jest przesadnie ostrożna. Przez te wszystkie lata nawet nie porysował autobusu.
Wstępne oględziny biegłego nie wykazały, aby przyczyną zdarzenia była awaria 10-letniego autobusu. Wczoraj 56-letni kierowca usłyszał zarzut spowodowania wypadku, którego skutkiem są ciężkie obrażenia ciała.
- Wobec kierowcy zastosowano dozór policyjny, odebrano mu prawo jazdy - informuje Zbigniew Gabryś z Prokuratury Rejonowej w Nowym Targu.
K. Janiszewska, J. Słowik
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2010/02/03

