Lekarze z Nowego Targu zapewniają, że nie planowali amputacji nogi 11-latka
04.02.2010
Po naszym wczorajszym artykule, dyrektor przedstawił szczegółowo ponadtrzygodzinne działania 20-osobowego zespołu medycznego w walce o zdrowie i życie chłopca. Nie tylko lekarze, ale również pielęgniarki, anestezjolodzy oraz inni pracownicy medyczni szpitala, mogą liczyć, że już niedługo w ich aktach pracowniczych znajdzie się wpis z pochwałą za akcję ratowniczą po wypadku na ul. Kowaniec. Dyrektor Kiciński mówi, że jest dumny z załogi.
Przypomnijmy, w poniedziałek idącego do szkoły Mateusza przygniótł do płotu autobus. Chłopiec miał zmiażdżone obie nogi. Według ustaleń policji zdarzenie miało miejsce ok. godziny 7.40. Minutę później wezwano karetkę. Ambulans w trzy minuty był już na miejscu zdarzenia, które leży na szczęście w pobliżu nowotarskiego szpitala. Według Kicińskiego oraz Krzysztofa Sudoła, wicedyrektora placówki, scenariusz mógł być bardziej tragiczny.
- Pacjent został przyjęty w szpitalnym oddziale ratunkowym minutę przed ósmą - mówi dyr. Kiciński. - To co zobaczyli lekarze, to luźno związane kawałki ciała.
Badanie wykazało, że w tętnicach i naczyniach krwionośnych przepływa krew. Lekarze podjęli więc decyzję o działaniach, które miały zabezpieczyć krążenie. Chłopca przekazano na blok operacyjny. Tutaj zaczęła się walka o uratowanie nie tylko nóg, ale i życia 11-latka, który stracił już połowę krwi. Zabieg na bloku operacyjnym trwał ponad 3 godziny.
- Od samego początku koncentrowaliśmy się na działaniach, dzięki którym chirurdzy w Prokocimiu mogli podjąć już bardziej specjalistyczne zabiegi - mówi Kiciński. Lekarze m.in. oczyścili zniszczoną tkankę z lakieru samochodowego oraz żwiru.
Józef Słowik
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2010/02/04
