Całe Podhale pomaga Kubie
05.02.2010
- Jesteśmy zaskoczeni reakcją naszych kolegów, znajomych i całego Podhala. Jesteśmy im wszystkim bardzo wdzięczni za pomoc dla naszego synka - mówi „Gazecie Krakowskiej" mama Kubusia, Wiola.
Jej synek przeszedł już pierwszą operację. Według lekarzy wszystko poszło zgodnie z planem.
- Kubuś czuje się dobrze. Jego buźka od czasu, kiedy się urodził, bardzo się zmieniła - zauważa mama.
Mimo choroby Kubuś jest pogodnym dzieckiem pełnym radości. - Jest wspaniałym dzieckiem. Każdego dnia coraz częściej się uśmiecha, coraz więcej gaworzy - chwali się pani Wiola. - Jest bardzo grzeczny. Lubi. kiedy mówimy do niego szeptem. Śmieje się wtedy. Lubi kiedy puszczamy płytę „Klasyka bobasa" z głosami innych dzieci. Bardzo się cieszy, kiedy jej słucha.
Choroba, z która Kubuś przyszedł na świat, to anophthalmia. Występuje tylko u jednego dziecka na sto tysięcy narodzin. Nieleczona powoduje poważne deformacje twarzoczaszki.
W walce z tym schorzeniem bardzo ważne jest rozpoczęcie terapii najwcześniej jak się tylko da. Polega ona na licznych operacjach zakładania protez oczu. Protezy trzeba wymieniać co jakiś czas w zależności od tempa wzrostu dziecka. Dlatego przed Kubusiem jeszcze wiele takich zabiegów, a koszt każdej to 4,5 tysiąca euro.
Potrzeba stałej pomocy finansowej skłoniła przyjaciół rodziny Nowaków oraz osoby zaangażowane w pomoc do rozpoczęcia akcji „Podhale dzieciom". Ma ona być oparta o struktury Służby Maltańskiej w Nowym Targu.
- Chodzi o to, by Kubuś nie został bez pomocy w czasie długoletniego leczenia - mówi nam komendant Służby Maltańskiej, Radosław Jastrzębski.
„Podhale dzieciom" ma być długofalowym działaniem nastawionym na niesienie pomocy potrzebującym dzieciom z całego regionu, nie tylko Kubusiowi. Zaangażowanie Służby Maltańskiej ułatwi przepływ finansowej pomocy.
- Wszystko będzie można sprawdzić. Ile pieniędzy, dla kogo i dlaczego zostało wydanych. Poza tym dzięki temu osoba, która pomaga, ma pewność, że fundacja nie zniknie nagle, bo działa w oparciu o konkretną instytucję, czyli nas - wyjaśnia komendant Jastrzębski.
Łukasz Razowski
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2010/02/05

