Z paradą gazdowską przez Kościelisko
08.02.2010
- Do tej pory trochę nam pogoda nie służyła. Było odwrotnie jak w całej Polsce - zaznacza Andrzej Skupień, wicestarosta tatrzański i członek Zarządu Głównego Związku Podhalan, który jest współorganizatorem imprezy.
Jak jednak dodaje wiele osób na Podhalu, odwoływano wcześniejsze wyścigi nie tylko z uwagi na mały śnieg, ale także ze strachu przed konsekwencjami ewentualnego wypadku w czasie zawodów.
Wszyscy mają bowiem w pamięci zapadły niedawno wyrok w sprawie wypadku na kumoterskiej gońbie w Zakopanem w 2006 r. Sąd nakazał wypłatę poszkodowanej turystce 180 tys. zł odszkodowania. Jak jednak pokazały wczorajsze zawody w Kościelisku, górale nie przestraszyli się. Poszli tylko po rozum do głowy i imprezę lepiej przygotowali.
- Zawody muszą być ubezpieczone i odpowiednio zabezpieczone, także sami zawodnicy powinni się ubezpieczyć - zaznacza Skupień. Wczorajsze wyścigi zabezpieczali m.in. strażacy ochotnicy. Wzdłuż całej trasy, odgrodzonej specjalną taśmą, co kilka metrów stał strażak, który pilnował, by nikt nie wszedł na tor jazdy konia.
- Nie boimy się. Ja znam mojego konia, wiem, jakie mam umiejętności. Jakby coś było, to na pewno nad nim zapanuję - mówi pan Stanisław, który przyjechał do Kościeliska pościgać się. - Ubezpieczyć też się jednak warto. Tylko Bóg wie, co się może wydarzyć.
Jak jednak zgodnie zaznaczają górale, ścigać się będą nadal, bo to przecież tradycyjna impreza.
- Będziemy tę naszą kulturę konsekwentnie pokazywać. Koń jest z nami od dawna, i w robocie, i w świętowaniu - zaznacza Andrzej Skupień.
Kolejna Parada Gazdowska odbędzie się w Bukowinie Tatrzańskiej 13 lutego.
Łukasz Bobek
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2010/02/08

