Małopolska: Unijna kasa była nie tylko dla orłów
16.02.2010
Tylko osiem ze 182 małopolskich gmin nie złożyło wniosków o dofinansowanie z Unii Europejskiej działań swoich ośrodków pomocy społecznej (OPS), choć rozdzielający fundusze Urząd Marszałkowski zarezerwował na ten cel pieniądze.
- Taka postawa ośmiu gmin rozczarowuje, bo nie brakuje przykładów, że można było skorzystać z dostępnych pieniędzy - ubolewa wicemarszałek Roman Ciepiela, który jest odpowiedzialny za wdrażanie tego programu w Małopolsce. Wicemarszałek dziwił się gminom, tym bardziej że unijne dofinansowanie wynosiło aż 85 proc. każdego projektu.
A sprawa była prosta. OPS miały za zadanie zbadać rynek pracy w gminie, napisać projekt pomocy, wystąpić o fundusze, a potem je wydać na zaplanowany cel, czyli np. na szkolenia bezrobotnych, osób starszych lub niepełnosprawnych.
- Czy jesteście tacy bogaci, że nie potrzebujecie tych pieniędzy - Ciepiela pytał nieco ironicznie wójtów i burmistrzów podczas spotkania ze wszystkimi samorządowcami w Krakowie. Nie odpowiedział mu nikt, choć na sali byli przedstawiciele wymienionych przez niego gmin. Zadzwoniliśmy do tych, które nie wzięły pieniędzy z unijnego Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki i zapytaliśmy, dlaczego nie chciały tysięcy złotych? Tłumaczenia włodarzy były różne. Leszek Zabiegała, wójt gminy Wietrzychowice (pow. tarnowski) tłumaczy, że na unijne środki dla ośrodka pomocy społecznej w tym roku jego gminy nie stać, bo wymagany jest wkład własny 15 proc. kwoty, a to ok. 20 tys. zł na każdy rok.
- Musimy spłacać kredyty z poprzednich lat, które braliśmy na ważne inwestycje, kanalizację. Na pewno nie jest tak, że nie chcemy tych pieniędzy, a marszałek Ciepiela skrzywdził głośno wymieniając gminy, które tych pieniędzy nie wzięły - dodaje Zabiegała.
W Korzennej (pow. nowosądecki) choć gmina zrezygnowała z 920 tys. zł z unijnej kasy, wójt Leszek Skowron nie widzi w tym nic złego.
- Przeprowadziliśmy konsultacje i nie było takiej potrzeby, żeby wydawać tyle pieniędzy - mówi Skowron. Tłumaczy, że w takim programie musi uczestniczyć co najmniej 30 osób, a w całej gminie znalazłoby się 10.
- Tyle zgłosiło się w zeszłym roku - tłumaczy. Tylko w Rytrze (pow. nowosądecki) (ponad 400 tys. zł) przyznają się do błędu.
- Zleciliśmy wykonanie projektu zewnętrznej firmie, która okazała się niesolidna i nie zdążyła złożyć wniosku na czas - wyjaśnia Władysław Wnętrzak, wójt gminy. - A byliśmy gotowi, mieliśmy już zapisane w budżecie gminy pieniądze na realizację tego projektu - mówi wójt.
- Mamy nauczkę, poprawimy się za rok - zapewnia. Niezależnie od tłumaczenia 8 gmin pozostałe 174 małopolskie gminy nie miały problemu z wnioskami.
- I średnio dostały po 735 tys. zł na unijne programy, a to dużo - dodaje wicemarszałek.
Piotr Odorczuk
Oto gminy, które nie chciały dotacji
- Gmina Wietrzychowice: 409 689 złotych
- Gmina Radłów: 654 735 złotych
- Gmina Świątniki Górne: 443 123 złotych
- Gmina Wiśniowa: 435 656 złotych
- Gmina Korzenna: 920 226 złotych
- Gmina Ochotnica Dolna: 566 164 złotych
- Gmina Rytro: 407 156 złotych
- Gmina Biały Dunajec: 497 518 złotych
Źródło: Gazeta Krakowska - www.gk.pl - 2010/02/16

